Stocznia Gdynia już ma pieniądze na budowę ośmiu statków. Środki pochodzą z kredytów lub zaliczek armatorów, którzy statki zamówili. Firma finalizuje też rozmowy w sprawie finansowania budowy kolejnych czterech jednostek. Pieniądze, dzięki rządowym gwarancjom, pożyczy Kredyt Bank. Łącznie portfel zamówień gdyńskiej spółki liczy ponad 30 statków. Podobnie jak Stocznia Szczecińska Nowa (SSN), nie ma ona problemu z zamówieniami, ale z pieniędzmi na produkcję. Dziś w większości wypadków udaje się je zdobyć tylko dzięki pomocy państwa, które udziela poręczeń. W przyszłości zdobywanie kapitału ma być łatwiejsze dzięki konsolidacji branży.
Razem lepiej
Zgodnie z rządowym pomysłem akcje Stoczni Gdynia i poznańskich zakładów Cegielskiego, należące do Skarbu Państwa, mają trafić do Agencji Rozwoju Przemysłu, która ma już 90% akcji SSN. Następnie agencja ma wydzielić specjalny fundusz inwestycyjny, zarządzający walorami tych spółek. Do funduszu dokooptowano by, być może, jeszcze inne firmy, wykonujące usługi na rzecz przemysłu stoczniowego, np. huty produkujące blachy okrętowe. Celem takiego przedsięwzięcia miało być zwiększenie wiarygodności kredytowej stoczni, przez co udzielanie gwarancji Skarbu Państwa na spłatę kredytów nie byłoby konieczne.
Wszystko wskazuje jednak na to, że fundusz stoczniowy nie powstanie, a konsolidacja skończy się na wcieleniu akcji poszczególnych spółek do ARP. - Uważamy, że z połączenia jednego chorego pacjenta z drugim chorym pacjentem może wyjść co najwyżej szpital. Dlatego nie widzimy sensu łączenia się z innymi stoczniami, które jeszcze nie otrząsnęły się z ubiegłorocznego załamania - mówi Mirosław Piotrowski, rzecznik Stoczni Gdynia.
Restrukturyzacja trwa