Reklama

Inwestorzy mówią o hossie

Od trzech, a nawet czterech miesięcy notowania akcji na warszawskiej giełdzie rosną. Czy ten fakt pobudził indywidualnych inwestorów do działania? Jeśli tak, czy nie grozi nam w najbliższym czasie kolejny wielki krach?

Publikacja: 14.08.2003 08:46

Bankowy Dom Maklerski PKO przy Puławskiej w Warszawie. Minęła dziewiąta. Nie ma tłumów, ale stali bywalcy - przyjacielski krąg inwestorów - dopisali jak zwykle. Mała kawa. Kartkowanie "Parkietu", "Rzeczpospolitej", "Wyborczej"... W rogu sali, na podwieszonym telewizorze, miga obraz wiadomości Bloomberga.

Nie będzie źle

- No i Tepsa nie popisała się - mówi bez większego zaangażowania jeden z mężczyzn.

- Orlen wyrówna średnią. Amerykańskie zwyżki z wtorku też pomogą. Nie będzie źle - dodaje ktoś inny z pewnością w głosie, spoglądając znad komputera.

Inwestorzy podczas rozmów komentują publikacje najnowszych wyników dwóch potężnych spółek. Są zgodni, że "nafciarze" wypadli lepiej od oczekiwań, a Tepsa rozczarowała. Tezy inwestorów zgromadzonych w salce BDM-u potwierdza wczesnoporanna opinia Pawła Karczewskiego, maklera DB Securites zamieszczona w niektórych serwisach: "Dobre wyniki PKN oraz dobre zamknięcie na giełdzie amerykańskiej powodują, że spodziewamy się wzrostu o 0,5 procent na otwarciu. Słabsze od oczekiwań wyniki TP SA nie powinny przeszkodzić wzrostowi w ciągu sesji".

Reklama
Reklama

Dwóch mężczyzn wchodzi do salki inwestorów BDM. Krótkie powitanie. Podobnie jak pozostali grają w zasadzie wyłącznie na kontraktach.

Sytuację na rynku zgromadzeni śledzą na monitorach komputerów lub na dużym ekranie zasłaniającym jedną ze ścian.

- Ciągle biorą krótkie.

- Kto bierze krótkie?

- Popatrz. Ciągle biorą i zaczynają krótkie. Natomiast czy dobrze na tym wyjdą? To jest problem.

- Z tych których znam nikt nie ma długich pozycji.

Reklama
Reklama

- To też jest jakiś lokalny Wigometr.

Wielkie obroty

Już na początku sesji wrażenie robią obroty. Pierwszy kwadrans i prawie 70 milionów złotych. Giełdowa gorączka udziela się coraz większej liczbie osób. Posiadanie akcji to potencjalnie duża szansa na pomnożenie złotówek.

W Punkcie Obsługi Klienta BDM jakieś małżeństwo składa zlecenie na PKN. W kolejce dwie osoby. Jedna chce sprzedać to, co ma: papiery KrakChemii i "przeleżakowane" jeszcze od pierwotnej emisji akcje Agory. Druga - mówi, że po prawie dwuletniej przerwie chce zainwestować kilka tysięcy. - W co? - pytam. - Nie chcę zapeszyć. Mogę tylko powiedzieć, że trochę niestandardowo - odpowiada.

W sali klientów BDM spokój. Koło południa zgromadzeni mężczyźni posiłkują się opiniami analityków. To ważna sesja. Obroty przekroczyły już ponad 200 milionów. Uwagę zwraca systematycznie wyprzedawana Telekomunikacja.

Balon jeszcze nie pęknie

Reklama
Reklama

Ruch w biurach dom maklerskiego pokazuje, że mamy na rynku do czynienia z dużym ożywieniem. Pracownicy potwierdzają, że widać zwiększone zainteresowanie klientów.

- Czy w obecnej sytuacji można mówić o hossie?

- Zdecydowanie tak. Okres z jakim mamy do czynienia na parkiecie to silna hossa. Nic jak dotąd nie wskazuje, że mogłaby się w najbliższym czasie skończyć - mówi Michał Janik, analityk BDM. - Mówiąc jednak o hossie musimy się zastanowić skąd się ona wzięła. Mamy obecnie do czynienia ze spiralą. Fundusze inwestycyjne posiadają znaczną ilość wolnego kapitału lokują go więc na giełdzie. Powoduje to wzrost akcji i zainteresowanie giełdą drobnych inwestorów. Klienci indywidualni chcąc skorzystać na wzrostach również wchodzą na parkiet bezpośrednio lub przelewając środki do funduszy akcyjnych. Te mając ustawowy nakaz inwestowania w akcje ponownie ślą kapitał na giełdę i koło się zamyka.

- Jak długo zatem ten trend potrwa?

- Jak na razie nic nie wskazuje na to aby miało dojść do zmiany sytuacji. Balon inwestycyjny z jakim mamy do czynienia, kiedyś pęknie. Nie przewiduj jednak by mogło to nastąpić w najbliższym czasie.

Reklama
Reklama

- Spółki nie są przewartościowane?

- Jest kilka spółek notowanych powyżej analizy fundamentalnej. Z drugiej jednak strony na rynku jest jeszcze kilka rodzynków niezauważonych przez graczy, które mają dużo miejsca na zwyżki. - mówi Michał Janik.

Kultowe biuro

Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska w Warszawie ma wśród inwestorów wysokie notowania. Niektórzy przypięli mu nawet sympatyczną etykietę "kultowego domu maklerskiego".

Poranne notowania giełdowe śledziło tam w środę ponad 40 inwestorów. - Zobacz, Forte tak rosło, a ma 1,5 mln straty - powiedział jeden inwestor do drugiego, przeglądając kwartalne wyniki w PARKIECIE.

Reklama
Reklama

O godz. 10 w sali dogrywek, kiedy ruszył rynek akcji, w powietrzu czuć było wzrost napięcia. - Netia, ale obłęd! Dalej grzeje do góry, a jakie obroty - słychać dookoła. - Wczoraj kupiłem po 4,05 zł, dokupię więcej - mówi inwestor. - Pekao już po 111, to on ciągnie rynek. Mówiłam, że banki będą rosły! - komentuje inna osoba. - A ComArch, prawie 3% do góry. Chciałem kupić po 42 zł mówili, że to szczyt - dodaje ktoś z sali.

Część inwestorów siada grupkami i komentuje bieżące wydarzenia. Inni wprost przeciwnie - starają się odizolować. Obecni w biurze klienci domu maklerskiego są w różnym wieku - od dwudziestolatków po inwestorów w wieku emerytalnym. - Przychodzę tu codziennie, większość zresztą to stała grupa. Nie dysponuję wysokim kapitałem, ale próbuję. Przecież nie będę siedzieć w domu. Jestem trochę zdenerwowany, bo straciłem właśnie na Próchniku, a byłem już zarobiony - mówi jeden z młodszych graczy.

Co urośnie i kiedy?

W biurze maklerskim BZ WBK widać też wzrost zainteresowania inwestorów indywidualnych inwestycjami w akcje. W ostatnim okresie otwiera się więcej rachunków inwestycyjnych, wzrastają obroty na rachunkach istniejących. Ze wzrostem kursów akcji pojawiły się zlecenia sprzedaży od osób, które kiedyś je kupiły lub otrzymały od prywatyzowanych przedsiębiorstw. Ci inwestorzy przez dłuższy czas byli nieaktywni. Teraz wykorzystują dobrą koniunkturę na rynku.

- Wzrost zainteresowania giełdą objawia się także poprzez większą liczbę telefonów do biura. Inwestorzy próbują nawet uzyskać odpowiedzi na pytania, w co zainwestować, żeby najwięcej zarobić - uśmiechają się pracownicy biura maklerskiego.

Reklama
Reklama

Zwycięstwo internetu

W DM Millennium wygląda na to, że nowoczesne kanały komunikacji, takie jak telefon czy internet, na dobre wyparły inwestorów z niektórych miejsc. Zwiększonego ruchu w POK-u nie widać nawet w czasie trwającej od kilku miesięcy hossy. W środę między godziną 9.30 a 10.00, czyli tuż przed otwarciem notowań, warszawski POK DM Millennium odwiedziło tylko 6 klientów.

- Jak pan widzi, nie jesteśmy szturmowani - komentuje Jarosław Bałagulski, makler Millennium DM. - Większość zleceń składanych jest telefonicznie - dodaje. Goście także niezbyt żywo reagują na pozytywne sygnały z parkietu. Czasami tylko wywiąże się rozmowa.

Tłumów nie było również w POK-u DM Banku Handlowego oraz Internetowego Domu Maklerskiego. Monika Kiedrowicz z IDM SA potwierdziła jednak, że w ostatnim czasie da się zauważyć pewne ożywienie. Jest ono widoczne natomiast wśród dotychczasowych klientów IDM-u. Tu zdecydowanie wzrosła liczba składanych zleceń. - dodaje M. Kiedrowicz.

Pobudka uśpionych

W DIBRE inwestorzy śledzą ruchy na rynku. Z przekonaniem mówią, że ceny nadal mogą iść w górę. Pracownicy biura potwierdzają natomiast, że na giełdę wracają inwestorzy, którzy byli "uśpieni". - Wzrosty spółek są wynikiem dyskontowania poprawy ich wyników oraz danych makroekonomicznych - mówi Przemysław Smoliński, analityk DI BRE.

- Sytuacja na GPW w 2004 ma trochę podobieństw z roku 1993 i 1994. Spółki osiągają większe zyski, zwiększa się napływ kapitałów do funduszy inwestycyjnych, są niskie stopy procentowe na świecie - dodaje Tomasz Mazurczak, dyrektor Departamentu Sprzedaży Instytucjonalnej i Analiz DIBRE. Jednak podstawowa różnica to większe doświadczenie inwestorów. Bardziej dostrzegają, które spółki są niedowartościowane i dowartościowane. Dobrze wyceniane są te spółki które obcięły koszty, przeprowadziły restrukturyzacje - dodał T. Mazurczak.

Fundusz to jest to

W POK-u Centralnego Domu Maklerskiego przy Mazowieckiej w Warszawie jest kilkanaście osób. Jedni w salce na tyłach biura obserwują na żywo notowania GPW. Inni czekają na złożenie zlecenia. Nowość ostatnich kilkunastu tygodni, to starsi ludzie przenoszący swoje oszczędności z lokat bankowych do funduszy inwestycyjnych.

- To się naprawdę opłaca. Niech pan spojrzy na procenty jakie ten Pioneer od akcji ma - mówi nowy emerytowany inwestor. Obok elagencko ubrany czterdziestolatek składa zlecenie kupna na Apatora i Orlen. Od kasy odchodzi natomiast dwudziestolatek spokojnie przeliczając plik banknotów. - Udało się zarobić? - pytam. - To już jakieś dwa tygodnie temu na Prokomie. Dzisiaj zabrałem wolne środki z rachunku, bo Dębica przelała dywidendę. - odpowiada. n

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama