Lipiec był drugim z kolei miesiącem tego roku, w którym odnotowano miesięczny spadek inflacji, tym razem o 0,4%. W skali rocznej jej poziom nie zmienił się i wyniósł 0,8%. Utrzymująca się słaba dynamika wskaźnika CPI jest efektem spadających cen żywności oraz odzieży i obuwia. Z drugiej strony zanotowano mniejsze od oczekiwań podwyżki cen energii elektrycznej i paliw. Zdaniem analityków decydujący wpływ na kształtowanie się trendów inflacyjnych ma bardzo słaby popyt.
- Wysokie bezrobocie powoduje brak presji na wzrost płac. To zaś ogranicza popyt konsumpcyjny i uniemożliwia jakiekolwiek podwyżki. Można powiedzieć, że to klient decyduje dziś o poziomie cen na rynku - zauważa Piotr Chwiejczak, ekonomista BPH PBK.
Według ekspertów, do końca roku nie należy spodziewać się wzrostu inflacji powyżej 2%. Będzie to raczej 1,5-1,6%, a marsz cen w górę rozpocznie się dopiero w IV kwartale.
Niski poziom wskaźnika CPI stawia trudne zadanie przed RPP, która zbiera się na posiedzeniu 26-27 sierpnia. Po dobrym wyniku inflacji wzrośnie presja na kolejną redukcję stóp procentowych. Jednak ekonomiści twierdzą, że przeciw niej będą przemawiać dobre dane o produkcji przemysłowej oraz niepewność dotycząca sytuacji finansów publicznych w 2004 r. Rada nie może także zapomnieć o oszczędzających - dane o podaży pieniądza wskazują na systematyczny spadek depozytów. Analitycy sądzą, że mimo niskiej inflacji RPP nie zdecyduje się jednak na obniżkę stóp w sierpniu.
- Rada wstrzyma się z cięciem do września. Wówczas będzie miała więcej danych, pozna ostateczną wersję założeń do budżetu na 2004 r. Nie wiadomo także, czy w sierpniu uda się uzupełnić jej skład - wyjaśnia Piotr Kalisz, analityk PKO BP.