Inwestorzy ponownie pokazali, że posiadają ogromny zasób gotówki, który chętnie wydadzą na zakup walorów polskich spółek. W czwartek wzrosły ceny wszystkich akcji wchodzących w skład WIG20, a najwięcej zyskały walory Budimeksu, Dębicy oraz Kęt.

Istotnym oporem dla panującej fali zakupów, która od ostatnich kilkunastu tygodni przelewa się przez warszawski parkiet, powinien okazać się poziom 1486 pkt, wyznaczony przez maksimum z 28 stycznia ubiegłego roku. Pokonanie go na trwałe jest możliwe, ale pod warunkiem, że uprzednio rynek ulegnie korekcie. Wprawdzie układ średnich kroczących potwierdza panujący trend wzrostowy, co jest bardzo optymistycznym sygnałem, ale indeks obecnie znajduje się przy górnej linii kanału trendowego, wyznaczonego przez ekstrema z kwietnia oraz lipca br. Wybicie się z niego to realny scenariusz, ale jednocześnie będzie to sygnalizowało końcową fazę hossy.

Bardzo ważną wskazówką jest kształt Indeksu Cenowego PARKIETU, który swym impetem przewyższył nawet hossę z lat '93-'94! Jego dzienny, jak i tygodniowy wskaźnik RSI jest najwyższy w historii GPW, wskazując na znaczne wykupienie rynku, a sam indeks osiągnął wartość notowaną ostatnio w maju 1995 roku. Podobnie najszerszy indeks rynkowy WIG osiąga każdego dnia nowe ekstremum lokalne, a tempo wzrostów nie ustaje. Efektem tego są sygnały wykupienia płynące z takich wskaźników technicznych, jak RSI (10) czy Stochastic Slow (14). W przypadku obu wskaźników, sytuacja zarówno na WIG20, jak i na WIG, wygląda bardzo podobnie, a ponadtrzymiesięczne utrzymywanie się oscylatora stochastycznego w strefie wykupienia (najdłuższe od kwietnia '94) wskazuje na ogromny strumień pieniędzy, który każdego dnia trafia na nasz rynek. Ten popyt, zgłaszany głównie poprzez fundusze inwestycyjne, powoduje, że wyceny polskich spółek znacznie odbiegają od swych wewnętrznych wartości. Pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że aktualna sytuacja nie jest kolejną bańką spekulacyjną.