Przygotowania do igrzysk stworzyły 70 tys. miejsc pracy w Grecji. Na przykład jedna z największych greckich firm budowlanych Michaniki podniosła pensje aż o 30%, by zatrudnić tylu pracowników, ile trzeba do zakończenia w terminie budowy ośmiopiętrowego centrum prasowego w Atenach. Organizatorzy spodziewają się pół miliona gości. Główni sponsorzy olimpiady, tacy jak Coca-Cola, zatrudnią setki pracowników do promowania swoich znaków firmowych, gdyż transmisje telewizyjne z zawodów ma oglądać 4 miliardy ludzi na całym świecie.
W tym roku tempo wzrostu greckiej gospodarki ma wynieść 3,6%, czyli pięć razy więcej od średniej prognozowanej dla 12 krajów strefy euro. Stopa bezrobocia spadła już do 9,9%, co jest poziomem najniższym od 1998 r. Do wykorzystania szansy, którą gospodarce dała olimpiada, i podtrzymania tych tendencji potrzebne są jednak takie kroki, jak ograniczenie biurokracji, obniżenie podatków i wyeliminowanie najbardziej rygorystycznych przepisów prawa pracy. Bez tego Grecji nie uda się dogonić europejskich partnerów. W ub.r. jej dochód narodowy w przeliczeniu na jednego mieszkańca stanowił dwie trzecie średniej w Unii Europejskiej i był najniższy w tym ugrupowaniu. Te proporcje niewiele zmieniły się przez minione 30 lat.
Za dużo państwa
w gospodarce
Inwestorom, również zagranicznym, najbardziej przeszkadza niechęć państwa do zmniejszenia kontroli nad gospodarką. Do rządu wciąż należą wszystkie greckie zakłady użyteczności publicznej, w tym największa rafineria, linie lotnicze i sześć czołowych banków. Władze bronią też dostępu do rynku przedstawicielom wielu zawodów. Na przykład fryzjer przez 7 lat musi terminować w Grecji, zanim dostanie pozwolenie na otwarcie własnego zakładu.