Przez prawie całą wczorajszą sesję można było odnieść wrażenie, że obserwujemy notowania z poniedziałku. Początek dnia był całkiem niezły. Nowe maksima trwającego trendu nikogo już nie zaskakują. Otwarcie notowań na rynku kasowym przyniosło zmianę. Ceny zaczęły spadać. Około 11.00 zanotowano minimum sesji na poziomie 1453 pkt. Od tej chwili, aż do 15.00 trwało odrabianie strat przez posiadaczy długich pozycji.
Na tym podobieństwa się kończą. W poniedziałek sesja skończyła się blisko maksimum z tego dnia. Wczoraj po 15.00 popyt, zamiast bronić zdobyczy, zaczął tracić siły. Sprawę przypieczętowała wiadomość o wybuchu bomby przy biurach ONZ w Bagdadzie. Podaż przejęła inicjatywę i nie oddała jej do końca sesji. Pomógł w tym niski wskaźnik nastrojów wśród konsumentów w USA publikowany tuż przez naszym zamknięciem. Warto zauważyć, że o ile rynek terminowy zareagował na informację o wybuchu w Iraku, o tyle rynek kasowy zdawał się na to głuchy. W efekcie na zamknięciu baza wyniosła minus 14 pkt.
Końcowa słabość popytu może martwić, ale jedynie graczy, którzy zajmowali długie pozycje bardzo późno. Prawda jest bowiem taka, że słaba końcówka jednej sesji nie jest sygnałem nawet do korekty trwającego trendu. Oczywiście ta kiedyś nadejdzie. Trzeba jednak przyznać, że kierowanie się zachowaniem rynku w czasie jednej godziny, dla zajęcia pozycji przeciwnej do trendu średnioterminowego jest, delikatnie mówiąc, wysoce ryzykowne. Patrząc na ceny zamknięcia zanotowano spadek o 9 pkt. To także zdecydowanie za mało, by poważnie rozważać grę przeciw trendowi. Nie pozostaje nic innego, jak dalej utrzymywać długie pozycje i czekać na poważniejsze sygnały ich zamknięcia. Z większej perspektywy niż jedna sesja można śmiało stwierdzić, że byki nadal mają przewagę.