Wczorajsze notowania to jakby dwie różne sesje. Tą pierwszą był mocny wzrost będący następstwem czwartkowego wyskoku nad poziom 1480 pkt. Popyt był silny, choć podaż niewiele mu ustępowała. Jednak to bykom udawało się ruszać cenami. Kursy rosły zaliczając nowe maksima trendu. Towarzyszył temu potężny obrót. Już po pierwszej godzinie notowań na rynku akcji, na papierach spółek wchodzących w skład indeksu WIG20 odnotowano ponad 200 mln złotych. Cała sesja zakończyła się obrotem w kwocie 767 mln złotych. Są to wartości nie notowane od lat.
Można przypuszczać, że m.in. właśnie ten wielki obrót był przyczyną tego, co nazwałbym drugą sesją. Szczyt został osiągnięty tuż po 14.30, gdy kontrakty w USA skoczyły po informacji o pozytywnej rewizji prognoz dokonanych przez Intela. Maksimum sesji wynosi 1593 pkt. Tak wysoko udało się sięgnąć tylko raz. Później było już tylko niżej. Coraz niżej. W końcówce sesji posiadacze długich pozycji poważnie zwątpili w szanse na kontynuację wzrostu. Wielki obrót można bowiem odbierać pozytywnie, jako potwierdzenie wzrostu, ale jego wielkość może także sugerować, że mamy do czynienia z dystrybucją - z dniem odwrotu.
Obawy były potęgowane przez fakt, że wzrost zatrzymał się niemal dokładnie na poziomie, który uchodził za potencjalny szczyt (wysokość spadku grudzień-styczeń pomnożona przez 2,618). O poziomie emocji nie ma nawet co wspominać. Ważne też było to, że końcowej fazie wzrostu towarzyszył spadek LOP, czyli to już tylko uciekające niedźwiedzie popychały ceny w górę. Popyt się ulotnił. W ostatniej godzinie przeważała podaż, a jej źródłem byli posiadacze długich pozycji. Na pierwszy rzut oka osiągnęliśmy punkt krytyczny. Jednak, czy to jest prawdą, dowiemy się po pewnym czasie.