Zagraniczne podmioty ze świata finansów, zarządzające irackim Bankiem Handlowym, wśród których są m.in. J.P. Morgan, Bank Millennium, japoński Tokyo-Mitsubishi i francuski Credit Lyonnais, zarobią między 0,5% a 1% wartości importu do Iraku. Poinformował o tym Ibrahim Dabdoub, dyrektor generalny National Bank of Kuwait, który także wchodzi w skład grupy. Szacuje się, że co miesiąc na iracki rynek będą trafiały towary warte łącznie 1 mld USD.
Informacja o zarobku jest zgodna z tym, co oznajmił Peter McPherson, główny doradca ekonomiczny sił międzynarodowych w Iraku. W jednym z wywiadów powiedział, że instytucje zarządzające irackim Bankiem Handlowym zarobią "bardzo mało".
Bankom zagranicznym bardziej jednak zależy na tym, żeby zyskać klientów w Iraku, którego pod względem rezerw ropy naftowej wyprzedza tylko Arabia Saudyjska. - Tu nie chodzi o pieniądze, które zarobimy teraz. Tu chodzi o zrobienie pierwszego kroku ku długookresowym zyskom - powiedział Dabdoub.
Od czasu nacjonalizacji gospodarki w latach 60. ubiegłego wieku, żadne przedsiębiorstwa zagraniczne nie miały wstępu do Iraku. W niedzielę Kamel al-Kilani, tymczasowy iracki minister finansów w rządzie utworzonym z istotnym wpływem Amerykanów, poinformował, że wkrótce nastąpi wiele zmian gospodarczych w byłym imperium Husajna. Jedna z nich dotyczy inwestycji zagranicznych. Minister zapowiedział, że w firmach we wszystkich sektorach, z wyjątkiem naftowego, zagranica będzie mogła mieć nawet 100-proc. udział.
Bank Handlowy w Iraku, m.in. poprzez ułatwianie tamtejszym firmom rozliczania importu towarów, ma pomóc w odbudowaniu zniszczonego podczas wojny irackiego przemysłu. Konkurs na zarządzanie tą utworzoną przez siły alianckie instytucją wygrało konsorcjum złożone z 13 banków z różnych krajów, w tym z Polski.