Jeśli tak ma wyglądać siła popytu, to niestety niewiele zdziała. Wczorajsza sesja była dość mizerną próbą zawojowania rynku. Niestety, nie znalazło się wielu, którzy przyłączyliby się do byczej ofensywy.

Początek sesji był obiecujący i dawał pewne nadzieje. Otwarcie 9 pkt nad poprzednim zamknięciem oraz niedopuszczenie do spadku na minusy było godne pochwały. Późniejszy wzrost był trochę powolny. Po otwarciu rynku akcji przybrał na sile. Dynamiczny ruch wybił ceny ponad poziom 1525 pkt. Już sam ten fakt mógł wśród części graczy być wystarczający do zajęcia długiej pozycji, a przynajmniej zamknięcia krótkiej. Nie dość tego. Po chwilowym wahaniu ceny ponownie wzrosły, wychodząc nad poziom spadkowej linii trendu ? kolejny byczy sygnał. Obrót wprawdzie nie był wielki, ale większy od wtorkowego. Powodem do lekkich obaw był spadek LOP w czasie wzrostu.

Obawy te zaczęły się nasilać, gdy po zaliczeniu poziomu 1546 pkt (maksimum sesji) ceny rozpoczęły konsolidację. Sam fakt konsolidacji nie był zły. W końcu płaska korekta po wzroście jest jak najbardziej pożądana. Problemem nie była jej głębokość, ale czas trwania. Jeśli rynek faktycznie jest mocny, to korekta nie powinna trwać zbyt długo. Ta wczorajsza przedłużała się na tyle, że w obozie byków zapanowało zwątpienie. Ten przerodził się w spadek, który sprowadził ceny do przebitej linii trendu. Poziom zamknięcia sesji nie napawa optymizmem. Czarna świeca z ostatniej godziny mówi sama za siebie. Przez nią rosną obawy, czy pokonanie linii trendu nie było tylko fałszywym sygnałem, pułapką, której konsekwencją będzie przyspieszenie spadków. Wsparciem jest linia trendu i dopóki nie zostanie ona ponownie pokonana (tym razem od góry), byki mają jeszcze szanse na zysk.