Wczorajsza sesja zapowiadała się fatalnie. Przyczyną tak złych prognoz był przebieg środowych notowań na rynkach za oceanem. Mocne spadki tamtejszych indeksów sugerowały, że i u nas nie będzie różowo.

Faktycznie zaczęliśmy sesję fatalnie. Luka na otwarciu wyniosła aż 27 pkt. To pokazuje, jakie wrażenie na graczach zrobił ?amerykański? spadek. Skala zniżki była już na tyle duża, że można było oczekiwać jakiegoś odreagowania. Wielkość luki nie sugerowała, by bykom udało się skutecznie zanegować taki sygnał sprzedaży. Po odreagowaniu można było oczekiwać dalszych spadków. Rynek zrobił jednak psikusa i wcale nie miał zamiaru dalej spadać. Po środowej słabości wydawało się, że popyt nie jest w stanie się pozbierać, a tymczasem poziom otwarcia do końca sesji pozostał jej minimum. Już sam ten fakt może budzić uznanie dla popytu. Ten jednak na tym nie poprzestał i po teście minimum podniósł ceny na tyle wysoko, by w końcu zamknąć poranną lukę. Końcówka sesji wyglądała zdecydowanie odmiennie od jej początku, choć euforii nie było widać.

Przyczyną tej rezerwy był fakt dojścia kursu do spadkowej linii opartej na kilku ostatnich szczytach. Także tym, który został wykreślony w środę. Można przyjąć, że jej pokonanie wiązałoby się z wygenerowaniem sygnału kupna w postaci wybicia z klina zniżkującego. Wystarczyło, by sesja zakończyła się kilka punktów nad 1530 pkt, ale na to nie było już siły. Pozostajemy więc nadal w obszarze klina, czyli na długie pozycje jest jeszcze za wcześnie. Tu trzeba poczekać na wspomniane wybicie. Do tej chwili domyślnymi są pozycje krótkie lub ewentualnie, jak komuś one nie pasują ze względu na wczorajsze zamknięcie luki, istnieje możliwość pozostania poza rynkiem.