Sesja zaczęła się niemrawo, ale zakończyła w iście szampańskich nastrojach. Po mocnym wzroście, praktycznie bez większych korekt, ceny na zamknięciu zanotowały nowe maksimum sesji. To było efektowne przypieczętowanie faktycznej dominacji popytu na rynku.
Początek notowań nie wskazywał na takie atrakcje. Zaczęliśmy pod poziomem piątkowego zamknięcia, co było reakcją na spadek amerykańskich indeksów na końcu sesji w piątek. To była chyba jedyna chwila, gdy "czynnik amerykański" miał jakiekolwiek znaczenie. Później gracze skupili się na naszym rynku. Ceny początkowo przebywały w okolicy oporu w postaci górnego ograniczenia kanału spadkowego. Czekano na wybicie, a to nie nadchodziło. Opór był naruszany, ale po chwili ceny wracały pod jego poziom. Jedynym pocieszeniem dla posiadaczy długich pozycji był fakt braku spadku po tych marnych próbach. Ktoś czuwał.
Ten ktoś w pewnym momencie rzucił na rynek kontraktów duże kupno, które znacznie podbiło ceny, uruchamiając zlecenia stop. Co ciekawe, były to zlecenia otwarcia pozycji, a nie ucieczki z krótkich. To dało początek wzrostowi, który trwał właściwie do samego końca sesji. Każda próba zasypania rynku szybko kończyła się kontratakiem popytu i zaliczeniem nowego maksimum. Popyt był zdeterminowany, a podaży brakowało.
W efekcie mamy wybicie poza obszar kanału oraz przełamanie oporu na poziomie 1590 pkt. Patrząc na styl wczorajszej zwyżki można odnieść wrażenie, że to jeszcze nie koniec. Jeśli wzrost przekroczy poziom 1660 pkt, to będzie można liczyć na atak na szczyt. Podejrzewam jednak, że ten poziom tak łatwo się nie podda i podaż będzie tu aktywniejsza. Poziomem wsparcia jest wczorajsze minimum.