Jednym z pierwszych kroków Reeda, przygotowującego obecnie reformę NYSE, będzie upublicznienie wynagrodzeń przedstawicieli wyższego menedżmentu. Najwięcej emocji towarzyszy ujawnieniu zarobków dwojga współprezesów giełdy. Byli oni najbliższymi współpracownikami poprzedniego szefa NYSE Richarda Grasso, który zrezygnował we wrześniu po ujawnieniu, iż jego pensja oraz dodatkowe świadczenia sięgają 188 milionów dolarów rocznie.
Anonimowi informatorzy związani z giełdą mówią, że współprezesi NYSE, Catherine Kinney i Robert Britz, którzy zostali mianowani na swoje stanowiska w styczniu ub.r., otrzymywali roczną pensję w wysokości pomiędzy 600 tys. i 500 tys. USD, a dodatkowo giełda jest im winna 28 mln USD bonusów i odroczonych wynagrodzeń. Jest to znacznie mniej, niż w przypadku Grasso, ale wystarczająco wiele, aby zszokować członków zarządu NYSE oraz zwykłych inwestorów.
Oficjalnie rzecznik prasowy giełdy Ray Pellecchia odmawia jakichkolwiek komentarzy w sprawie informacji o pensjach i innych świadczeniach, z jakich korzystają byli współpracownicy Grasso.
Rada dyrektorów giełdy chce pozostawić Kinney oraz Britza na stanowiskach, gdyż potrzebuje kogoś, kto będzie wiedział, jak funkcjonuje największy rynek kapitałowy na świecie. Będą oni jednak musieli współpracować z Reedem, który - za symbolicznego dolara zgodził się przeprowadzić NYSE przez trudny okres transformacji.
Dzięki Reedowi upublicznione mają być także wynagrodzenia 61 osób wymienionych w rocznym raporcie finansowym NYSE. Wśród nich znajduje się Frank Ashen, były współpracownik Grasso, odpowiedzialny za ustalanie szczegółów wynagrodzenia prezesa. Po dymisji Grasso Ashen ogłosił przejście na emeryturę.