Nastroje na giełdach zagranicznych są złe. Na rynku amerykańskim ponownie mieliśmy do czynienia z wyprzedażą akcji. Indeks Nasdaq utworzył wczoraj kolejną lukę bessy. Po przebiciu kilkumiesięcznej linii trendu wzrostowego sytuacja techniczna wyraźnie się pogorszyła. Jednak jeszcze nie wszystko stracone dla posiadaczy akcji. W krótkim terminie niewykluczone jest wyhamowanie zniżki. Przecenę powinna powstrzymać luka hossy z początku października w przedziale 1836-1864 pkt. W tegorocznej hossie dużą rolę odgrywała też 45-sesyjna średnia krocząca. Czterokrotnie spadek zatrzymał się nie dalej niż 20 pkt poniżej jej poziomu. Obecnie średnia przebiega akurat w połowie wspomnianej luki hossy. Jeśli ta silna strefa wsparcia ulegnie pod naporem podaży, będziemy mogli pożegnać się z dominacją byków na dłuższy czas.

W porównaniu z rynkiem wysokich technologii nieco lepiej wygląda wykres S&P 500. Indeks znajduje się wciąż powyżej linii trendu. Ewentualne odbicie od tej prostej dałoby pozytywny impuls dla globalnych rynków. Sytuacja na S&P 500 jest też o tyle ciekawa, że dołki z maja, początku sierpnia i końca września wyznaczają drugą, mniej nachyloną linię trendu zwyżkującego. Obecnie przebiega ona na poziomie 1020-1030 pkt. Właśnie tam można się zatem spodziewać kolejnej bariery popytowej, chroniącej kursy przed silniejszą przeceną.

Giełdy w USA zachowują się i tak stabilnie w porównaniu z rynkiem japońskim. W Tokio obserwowaliśmy wczoraj dużą zmienność cen. Początkowo byki podjęły próbę odrobienia części strat, jednak bariera 10 500 pkt skutecznie powstrzymała popyt. Późniejszy "zjazd" indeksu sprowadził go blisko 300 pkt niżej. Wsparcie przy 10 200 pkt na poziomie dołka z końca września okazało się jednakże bardzo mocne. Ostatecznie walka byków i niedźwiedzi zakończyła się remisem. Wyhamowanie zniżki niczego jeszcze nie przesądza. Takie niewielkie odreagowanie po szokowej przecenie nie jest niczym nadzwyczajnym. Przełamana linia trendu wzrostowego to fakt i trudno oczekiwać obecnie nagłej poprawy sytuacji.