Według informacji podanej przez rzecznika prasowego Jukosu areszt dotyczy pakietu akcji wycenianego na ponad 13 mld USD, który należy do grupy Menatep. Chodorkowski ma w niej 9,5% udziałów, a poprzez 50-proc. pakiet trustowy faktycznie ją kontroluje. - Areszt nałożono w celu zabezpieczenia strat materialnych - powiedział cytowany przez agencję Interfax przedstawiciel prokuratury. Właściciele nie mogą sprzedać tych papierów, ale nadal przysługuje im prawo głosu i prawo do dywidendy.
Przed decyzją prokuratury zarząd spółki zaoferował dywidendę za pierwsze trzy kwartały br. w kwocie 26,78 rubli (89 centów) na jeden walor. Dostaną ją wszyscy akcjonariusze zarejestrowani 25 września. Jukos ma obecnie 56 tys. udziałowców. W sprawie wypłaty dywidendy będą oni głosować 28 listopada, a zarząd planuje jej wypłatę przed 28 lutego przyszłego roku. Poprzez dywidendę spółka chce jeszcze przed połączeniem się z Sibnieftem zmniejszyć zasoby gotówki. Wcześniej w tym roku Jukos wydał 3,7 mld USD na odkupienie własnych akcji.
W tym tygodniu walory naftowego giganta straciły 18%, po tym jak jego dyrektor generalny Michaił Chodorkowski został w sobotę aresztowany pod zarzutem defraudacji i uchylania się od płacenia podatków. Wczoraj na moskiewskiej giełdzie walory spadły o kolejne 12%, do 317 rubli.
W wywiadzie dla "The Wall Street Journal Europe" Steven Theede, który kieruje obecnie firmą, powiedział, że pomimo nieobecności Chodorkowskiego "interesy w Jukosie idą jak zwykle". Theede przyszedł do rosyjskiej spółki przed dwoma miesiącami z ConocoPhillips i zajął stanowisko dyrektora operacyjnego. Analitycy przewidują, że jeszcze w tym tygodniu zostanie mianowany na tymczasowego dyrektora generalnego. Posadę tę ma podzielić z Jurijem Bielinem i Michaiłem Brudno.