Czwartkowa sesja przez większą część trwania nie była zanadto zajmująca. Przez długi czas wahania odbywały się w przedziale kilkunastu punktów, przy małej aktywności zarówno na rynku kasowym, jak i terminowym. Powodem tego zastoju było oczekiwanie na godz. 14.30. Był to moment publikacji danych makro w USA. Te, podawane w czwartek, miały szczególną wagę.

W planie był cotygodniowy raport o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, ale nie na to czekano. Uwaga niemal całego finansowego świata skupiła się na dynamice PKB USA w III kw. Wczorajsze dane były jedynie danymi wstępnymi, ale i tak już budziły wiele emocji za sprawą prognoz sygnalizujących wzrost PKB w tempie 6%, a nawet nieco więcej. Publikacja przeszła najśmielsze oczekiwania. Podano, że dynamika PKB wyniosła 7,2%. Wszyscy oszaleli ze szczęścia. Dolar skokowo się umocnił, kontrakty w USA zyskały na wartości, a tamtejsze obligacje straciły. W serwisach powtarzano jedynie, że jest to największy wzrost PKB od 19 lat.

Czy na pewno jest tak dobrze? Przypomnę, że mamy przed sobą dwie rewizje tych danych. Pierwsza będzie dotyczyć września, z którego rzeczywiste dane na razie nie były brane pod uwagę. Poprzednie miesiące charakteryzowała wysoka dynamika wydatków konsumpcyjnych. We wrześniu już jej nie było. Inną kwestią jest, jak zachowa się Fed, jeśli po rewizji taka dynamika zostanie potwierdzona?

To są jednak problemy na przyszłość, a na dziś mamy wzrost cen. Wprawdzie końcówka sesji była nieco słabsza (zamknięcie 21 pkt poniżej maksimum), to jednak całą sesję należy odebrać pozytywnie. Wsparcie na 1559 pkt zostało potwierdzone. Teraz rynek będzie się borykał z poziomem oporu na 1635-1630 pkt oraz położonym niewiele wyżej 1660 pkt (poziomy konsolidacji z połowy października).