Czy złoty ma szanse wyraźnie umocnić się do końca 2003 roku? Odpowiedź na to pytanie zależy w znacznej mierze od tego, co zidentyfikujemy jako podstawowe czynniki spadku wartości polskiej waluty.

Większość analityków jest zdania, że podstawowym powodem osłabienia złotego są kłopoty z programem naprawy finansów publicznych, a dokładnie z racjonalizacją wydatków publicznych. Najpierw opóźniała się prezentacja programu, a teraz okazuje się, że mogą być problemy ze znalezieniem poparcia dla proponowanych rozwiązań. Nawet część posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Unia Pracy nie są zachwycone planem. W takiej sytuacji nie ma się co dziwić, że nerwowość i niepewność na rynku pozostały. W dodatku zaostrzyła się sytuacja polityczna, bo pojawiły się głosy o możliwości odejścia premiera Millera (wciąż nie wiadomo, czy była to realna groźba swoistego puczu prominentnych działaczy SLD, czy jedynie fakt medialny) i wicepremiera Hausnera (wniosek Ligi Polskich Rodzin o wotum nieufności). Doszło jeszcze parę innych czynników, jak, na przykład, obawy o płynność budżetu na 2003 rok (chyba jednak przesadzone) oraz kolejna odsłona spektaklu pod tytułem zmieniamy ustawę o Narodowym Banku Polskim (Komisja Finansów Publicznych zgodziła się, na przykład, na zmniejszenie liczby członków Rady Polityki Pieniężnej, co ograniczyłoby nieco rolę prezesa banku centralnego). Warto także wspomnieć o wymianie składu RPP, co nastąpi na początku 2004 roku i budzi spore emocje wśród inwestorów.

Należy bardzo wyraźnie podkreślić, że polska waluta wcale nie straciła tak dużo w związku z wyżej wymienionymi czynnikami. Realnie osłabiła się ona o około 5%-6% (w stosunku do poziomów z lata), co z całą pewnością nie jest kataklizmem. Oczywiście, wszyscy patrzą na rynek eurozłotego. Tu zmiany są znaczne, ale to w dużej mierze efekt wyraźnego wzrostu wartości wspólnej waluty w stosunku do innych walut. Tylko we wrześniu euro umocniło się do dolara o ponad 8%.

Z drugiej strony, mamy czynniki, które hamują dalszy spadek złotego. Coraz wyraźniejsze ożywienie gospodarcze, niski poziom deficytu na rachunku obrotów bieżących, wysoki poziom rezerw walutowych, no i perspektywa wejścia do Unii Europejskiej, to silne fundamenty dla polskiej waluty. W dodatku pojawiają się opinie międzynarodowych agencji ratingowych, że nie ma podstaw do obniżenia oceny wiarygodności kredytowej.

Tak to mniej więcej wygląda. A więc co dalej? Czy złoty może wyraźnie zyskać do końca 2003 roku? Wydaje się, że najważniejszą kwestią pozostaje mimo wszystko plan racjonalizacji wydatków publicznych. Teoretycznie będzie on dyskutowany do połowy stycznia (część dotycząca zabezpieczenia socjalnego). Czyli poważniejszy wzrost wartości polskiej waluty może nastąpić dopiero w przyszłym roku. Oczywiście, każdy postęp w negocjacjach (zarówno np. w komisji trójstronnej, jak z partiami politycznymi) może działać wzmacniająco na polską walutę. Jest poza tym kilka innych czynników, które mogą złotego wspierać. Np. ewentualne przewalutowanie środków z prywatyzacji (Ministerstwo Skarbu potwierdziło chęć zebrania ponad 4 mld złotych planowanych na ten rok) lub z obligacji emitowanych na rynkach zagranicznych. Poza tym grudzień to okres tradycyjnie mocniejszego złotego, co wynika z rozliczeń w końcu roku w polskich przedsiębiorstwach. Mimo wszystko wydaje się, że do końca roku złoty nie zdąży odrobić strat, które zanotował w ostatnich miesiącach. No, a jeśli wieści np. ze świata polityki będą złe, to, oczywiście, może dalej tracić na wartości.