Ostatecznie złoty w relacji do euro trochę się wzmocnił w porównaniu z czwartkowym zamknięciem. Po południu za wspólną walutę płacono 4,68 zł, choć w ciągu dnia było to już ponad 4,71 zł. Dolar pozostał na poziomie z czwartku - 4,03 zł. Przez większą część dnia presję na złotego wywierał spadek cen obligacji. Rentowność dwulatek wyniosła 6,6%, papierów pięcioletnich zaś przekroczyła 7%. Ostatni raz obligacje tak tanie były jesienią 2002 r. Prawdopodobnie zagraniczni inwestorzy, zamykając pozycje w polskich papierach, od razu wymieniają złote na waluty obce, obawiając się dalszej deprecjacji naszego pieniądza.

Negatywny nastrój na rynku papierów skarbowych podtrzymuje wiele innych czynników. Inwestorów od wielu tygodni martwi kondycja naszego budżetu i zagrożenia wynikające z sytuacji finansów publicznych. W efekcie oddala się perspektywa przyjęcia przez Polskę euro. Nakłada się na to nie najlepsza kondycja rynków obligacji na świecie. W październiku dochodowość amerykańskich dziesięciolatek zwiększyła się z 3,9% do 4,3%. Coraz głośniej mówi się o zbliżających się podwyżkach stóp procentowych. Trzydziestu siedmiu na czterdziestu trzech ekonomistów ankietowanych przez agencję Reutersa spodziewa się takiego kroku ze strony Banku Anglii już na posiedzeniu w tym tygodniu.

Dodatkowo, w piątek ponownie doszło do wyprzedaży papierów skarbowych na Węgrzech. Ich rentowność podniosła się przez dwa dni o 1 pkt proc. Towarzyszyło temu wyraźne osłabienie forinta. Wobec euro stracił 1,5% i był najtańszy od 2 miesięcy (ponad 260 forintów za euro). W tym wypadku powodem zniżki cen były spekulacje, że Bank Węgier również może podnieść stopy procentowe. Miałoby to zapobiec deprecjacji forinta. Część analityków upatruje przyczyn niepokoju na rynkach naszego regionu w ostatnich wydarzeniach w Rosji. Inwestorzy, chcąc sobie powetować straty na tamtejszym rynku, mogą się pozbywać aktywów w innych krajach regionu.