Przebieg wczorajszej sesji można nazwać spokojnym. Można uznać, że wczorajsza sesja nie wniosła niczego nowego i praktycznie nie ma znaczenia dla technicznego obrazu rynku. Można, ale pod warunkiem, że odetniemy ostatnią godzinę notowań.
Posiadacze długich pozycji przez całą właściwie sesję mogli spokojnie obserwować przebieg notowań. Otwarcie dokonało się na małym spadku, ale szybko zostało odrobione. Przez resztę sesji było to minimum. Najniższy poziom na otwarciu to jest to, co byki lubią najbardziej. Jeszcze dodajmy do tego wysokie zamknięcie i decyzja o posiadaniu długich pozycji uzyskuje kolejne potwierdzenie. Gdy wszystko zmierzało do szczęśliwego zakończenia, na rynku pojawiła się podaż. Na początku nie była ona znacząca, ale udało jej się zatrzymać ceny na poziomie oporu na 1640 pkt. Potem pojawiły się pojedyncze większe zlecenia sprzedaży na rynku kasowym, a wreszcie kosze zleceń, które bezlitośnie zbijały wartość indeksu. Spadek został przerwany, ale tylko na chwilę. Odbicie okazało się słabe. Końcówka sesji to już tylko dynamiczny spadek. Dopiero w ostatnich minutach przez rozpoczęciem fixingu i na nim samym kursy nieco wzrosły za sprawą dobrego wskaźnika ISM w USA.
Na wykresie widać wyraźnie, że spokojny początek jest tylko dodatkiem do końcowej wyprzedaży. Po takiej końcówce raczej trudno tryskać optymizmem. Na dziś trzeba się liczyć z próbami odrobienia strat. Niestety, nie rokują one zbyt dobrze. Można przypuszczać, że przyjdzie nam ponownie przetestować poziom wsparcia na 1559 pkt. Po wczorajszym "pokazie" siły popytu będzie bykom bardzo trudno się bronić. Pewnie do popytu przyłączą się łapacze dołków, tylko może się okazać, że będzie to za mało. Sytuację mogą ratować "koszykarze" po stronie kupna.