Jest w tym sporo prawdy, gdyż w trakcie długich trendów prędzej czy później każda metoda analizy technicznej wygeneruje sygnał kupna. Po zajęciu pozycji przed inwestorem staje nieustannie pytanie: czy nadszedł już moment pozbycia się akcji i realizacji zysku- Nie jest łatwo podejmować rozsądne decyzje, nie ulegając emocjom. Właśnie w tym miejscu z pomocą przychodzą techniki automatycznego wyznaczania linii obrony. We wcześniejszych odcinkach cyklu o zleceniach stop mowa była już o średnich kroczących. Nie jest to oczywiście jedyne możliwe rozwiązanie. Najprostszą alternatywną metodą jest tzw. kanał cenowy. Istnieją także bardziej skomplikowane narzędzia, takie jak krzywe paraboliczne.
Kanał cenowy
Kanał cenowy wyznaczają kurs najwyższy i kurs najniższy od x dni. W latach 60. w USA popularny stał się prosty system inwestycyjny, który dawał sygnał kupna, gdy kurs przeciął górną linię kanału (czyli cenę maksymalną z danego okresu), oraz sygnał sprzedaży, gdy notowania spadły poniżej dolnej linii. Tutaj zajmiemy się jedynie dolną linią kanału, która służy do określania momentów wyjścia z rynku.
Jak to zwykle bywa ze wskaźnikami technicznymi, nawet tak prostymi jak kanał cenowy, problemem jest określenie właściwego parametru. W tym przypadku jest to liczba dni do obliczeń. Nie ma jednej uniwersalnej recepty dla każdego inwestora. Większa liczba dni oznacza mniejszą czułość wskaźnika na wahania kursów, a tym samym daje mniej sygnałów. Wybranie zbyt małej liczby może spowodować zamknięcie pozycji w trakcie drugorzędnej korekty głównego trendu. W polskich warunkach całkiem dobrze spisuje się 50-dniowy kanał cenowy. Jak widać na wykresie WIG20, dzięki tej metodzie niejednokrotnie możliwe było wyjście z rynku tuż po zmianie długookresowego trendu na spadkowy. Stosowanie kanału cenowego pozwoliło zarobić na wszystkich dotychczasowych hossach.
Stopy paraboliczne