Większość ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg wyraża opinię, że ów kontrowersyjny termin zniknie z oświadczeń Fed już po najbliższym posiedzeniu Komitetu Rynku Otwartego (FOMC), a więc w przyszłym tygodniu. Rzecz bowiem w tym, że nie wiadomo, jak interpretować słowo "dłuższy", czy oznacza ono kilka miesięcy, czy kilka kwartałów. Coraz częściej pojawiają się w tej sytuacji opinie, że Fed nie powinien w swoich komunikatach uzasadniających podjęte decyzje używać określeń czasu, a ograniczać się do charakteryzowania polityki pieniężnej. Słowem powinien informować uczestników rynku jedynie o tym, czy nadal będzie to polityka łagodna, czy też zamierza ją zaostrzyć.
Głównym jednak tematem dyskusji analityków i ankiety wśród tzw. dealerów rynku pierwotnego, a więc firm, które handlują z nowojorskim oddziałem Fed, jest termin podniesienia stopy procentowej w USA, która wynosi teraz 1% i jest najniższa od 1958 r. Jest też dwa razy niższa niż w strefie euro, co jest jedną z głównych przyczyn umocnienia się kursu wspólnej waluty wobec dolara już o 15% w tym roku.
Ze wspomnianej ankiety wynika, że najwcześniej, bo w marcu przyszłego roku, podwyżki stóp spodziewa się amerykański bank inwestycyjny Bear Stearns (patrz tabelka). Na początku listopada szef Fed Alan Greenspan na spotkaniu z Securities Industry Association powtórzył, że zdaniem członków FOMC bardziej prawdopodobny jest spadek stopy inflacji niż jej wzrost. - W takich warunkach polityka pieniężna może być bardziej cierpliwa - powiedział Greenspan. Uważa się, że teraz to właśnie określenie może zastąpić w komunikatach ów niefortunny "dłuższy czas".
Kolejnym argumentem za utrzymywaniem się w USA niskiej inflacji jest środowy komunikat o wzroście wydajności pracy w III kw. aż o 9,4%, największym od 20 lat. Analitycy są też na ogół zgodni co do tego, że po wspaniałym III kw., kiedy PKB wzrósł o 8,2%, Fed będzie potrzebował jeszcze kilku kwartałów wzrostu, zanim zdecyduje się na podniesienie stóp.