Poniedziałkowy wzrost spowodował, że oczekiwania co do wczorajszej sesji były raczej jednoznaczne - kontynuacja ruchu w górę. I tak faktycznie się stało. Patrząc jedynie na poziom cen na koniec sesji można odnieść wrażenie, że popyt radził sobie całkiem nieźle. Wiadomo jednak, że o przebiegu sesji nie świadczy jedynie poziom zamknięcia, ale także jego usytuowanie względem ustanowionych tego dnia ekstremów. Tu także widać, że popyt radził sobie nieźle i zamknięcie sesji mamy raptem 5 pkt poniżej maksimum sesji.
Jednak kto dokładnie śledził notowania, dobrze wie, że faktycznie tak różowo nie było. Zresztą wystarczy spojrzeć na wykres. Sesja zaczęła się mocno, ale popyt nie miał wystarczająco dużo sił, by zamknąć lukę bessy z 17 listopada. Trzeba przyznać, że jest to spora skaza w tym, zdawałoby się, korzystnym dla byków obrazie rynku. Pogłębia ją fakt, że w czasie wczorajszej sesji luka atakowana była dwukrotnie i żadna z prób nie odniosła skutku. Nie może ujść uwagi spadek cen poniżej maksimum z poniedziałku. Jest to o tyle ważne, że wysokim otwarciem sesji wykreślona została mała luka hossy (wykres intra), która później została zamknięta.
Jak widać, obraz rynku nie jest tak jednoznaczny, jakby wydawało się na pierwszy rzut oka. Skąd więc ten wysoki poziom zamknięcia? Powodem zwyżki była podana tuż przed zamknięciem notowań ciągłych informacja o tym, że Ministerstwo Skarbu chce sprzedać posiadane papiery TPS. Chęć kupna wyraził inwestor strategiczny - France Telecom. Dzięki tej informacji ceny kontraktów skoczyły z okolic 1540 pkt do 1555 pkt na zamknięciu. O ile wiadomość można uznać za pozytywną, to reakcja wydaje się nieco przesadzona. Myślę, że tym wzrostem rynek wyczerpał już potencjał zwyżki związany z tą informacją.