Zgodnie z dyrektywą wydaną przez zastępcę sekretarza obrony Paula Wolfowitza, ograniczono główne przetargi do spółek ze Stanów Zjednoczonych, ich aliantów oraz krajów, które wysłały do Iraku oddziały stabilizacyjne. Na liście znalazły się 63 kraje, w tym Polska, Wielka Brytania, Japonia, Włochy, Egipt, Rumunia i Arabia Saudyjska. Według Wolfowitza, ograniczenia są "konieczne dla ochrony podstawowych interesów bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych". Zdaniem zastępcy sekretarza obrony, decyzja powinna zachęcić inne kraje do przyłączenia się do koalicji państw zainteresowanych stabilizacją Iraku.

Nowy pakiet 26 kontraktów o łącznej wartości 18,6 mld USD zostanie ogłoszony na stronach internetowych Departamentu Obrony w najbliższych dniach. Będą one dotyczyć odbudowy sieci energetycznej w Iraku, komunikacji, budynków publicznych oraz przeszkolenia nowej armii tego kraju.

Przeciwnicy wojny - Niemcy Rosjanie, Chińczycy i Francuzi - będą mogli starać się jedynie o drobniejsze kontrakty jako podwykonawcy. Restrykcje objęły także Kanadę. Wszystkie te kraje zaprotestowały przeciwko wykluczeniu z kontraktów. Według francuskiego MSZ, decyzje Pentagonu są sprzeczne z prawem międzynarodowym. Także szef niemieckiej dyplomacji Joshka Fischer określił posunięcie Wolfowitza jako niemożliwe do zaakceptowania. Wicepremier Kanady John Manley zagroził wstrzymaniem funduszy na odbudowę Iraku. Do tej pory Kraj Klonowego Liścia przeznaczył na ten cel 190 mln USD. Z kolei Rosja zagroziła przyjęciem dużo twardszego stanowiska przy renegocjowaniu irackiego zadłużenia.

Decyzja Pentagonu zwiększa teoretycznie szanse polskich spółek w walce o najważniejsze zamówienia. Jednak według pierwszych komentarzy agencyjnych, pierwszeństwo przy przyznawaniu kontraktów będą mieli przede wszystkim Amerykanie. W następnej kolejności największe szanse będą miały duże firmy z krajów rozwiniętych: Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Włoch, które dysponują dużo większymi możliwościami inwestowania w Iraku.