Poniedziałkowa sesja upłynęła w dość leniwym tempie, przynajmniej jeśli porównać ją z tym, co działo się na giełdzie w piątek. Gorączka zakupów była kontynuowana tylko w początkowej części dnia, a na koniec rynek powrócił do poziomu z końcówki poprzedniej sesji.
Oczekiwania na wystąpienie corocznego "rajdu św. Mikołaja" zmaterializowały się, a rynek przekroczył, powszechnie uznawany za znaczący opór, poziom 1560 pkt. Od 20 listopada wzrost indeksów wynosi już ponad 10% i jeśli uznać go - zgodnie z wcześniejszymi założeniami - za korekcyjny, to miejsca na dalszą zwyżkę nie ma już wiele. Możliwe jednak, że mamy do czynienia z czymś więcej niż korektą: dobre wskazania daje np. McClellan Summation powracający najwyraźniej do trendu wzrostowego.
Pomocna może okazać się także nieco ostatnio zapomniana analiza międzyrynkowa: na giełdach zachodnich poziomy z października i listopada zostały już przekroczone, podczas gdy u nas brakuje do tego jeszcze niemal 10%. Choć niektóre akcje są drogie, to trudno powiedzieć, że rynek jako całość jest przewartościowany w stosunku do innych krajów. Nie ma więc większych powodów, by ceny naszych akcji funkcjonowały w oderwaniu od trendów globalnych.
Najbliższe dni powinny przynieść wzrost zmienności rynku. Może to wynikać zarówno z sezonowości (wygasanie serii kontraktów terminowych, zakończenie roku), jak i z faktu, że część dobrych informacji wpływających obecnie na rynek może być już po prostu uwzględnionych w cenie, a rynek - jak to po wzroście - podatny będzie na korektę techniczną. W perspektywie kilku tygodni wierzę w atak na nowe szczyty - największe spółki, jak PKN czy TP, mają jeszcze pewien potencjał. Warunkiem realizacji takiego scenariusza jest utrzymanie się indeksu DJIA powyżej 10 tys. pkt.
Zwróć uwagę: