O uruchomieniu nowego systemu sprzedaży obligacji (określanego jako "private placement") ministerstwo informowało przed dwoma tygodniami. MF wystąpiło do banków z propozycją opracowania procedury wyboru instytucji, które będą organizować takie emisje. Ich zadaniem będzie pośrednictwo między inwestorami i ministerstwem.
Emisje typu "private placement" mają być uzupełnieniem sprzedaży obligacji na przetargach. Według MF, takie oferty mogą być adresowane zarówno do inwestorów krajowych, jak i zagranicznych. Dzięki nim resort może pozyskiwać pieniądze, nie powodując jednocześnie spadku cen papierów, które znajdują się w obrocie rynkowym.
Pekao kupiło wczoraj obligacje siedmioletnie, o oprocentowaniu zmiennym. Odsetki będą wypłacane co pół roku. Będzie to stawka z rynku międzybankowego LIBOR (dla dolara) powiększona o 32,5 pkt. bazowego. Papiery zostały sprzedane z rentownością wyższą o 36,5 pkt bazowego od stopy referencyjnej. Pieniądze z emisji zostały ulokowane na rachunku rządu w NBP. Mają być wykorzystane w przyszłym roku.
- Kupiliśmy obligacje na własne potrzeby. Mamy w tej chwili dużą nadpłynność w dolarach - wyjaśnia Błażej Borzym, szef departamentu skarbu w Pekao. Bank ma wiodącą pozycję na rynku depozytów walutowych.
- Transakcja jest korzystna dla nabywcy i emitenta - ocenia Beata Kielan, wiceprezes Skarbca, zarządzająca funduszami dłużnymi. - Bank mógł ulokować pieniądze po wyższej stopie od tej, jaką otrzymałby, kupując np. obligacje amerykańskie. Z kolei ministerstwo pożyczyło środki po niższym koszcie - dodaje. Jej zdaniem, gdyby resort finansów chciał w tej chwili sprzedać te same papiery na rynku amerykańskim, musiałby zaoferować rentowność o 40-50 pkt bazowych wyższą od stopy LIBOR.