- Na rynkach wschodzących notowany jest silniejszy wzrost gospodarczy i akcje są niżej wyceniane. Te dwa czynniki powodują, że inwestorzy chcą tam lokować kapitały mimo większego ryzyka - mówi Brad Durham, dyrektor zarządzający EmergingPortfolio.com. Dodaje przy tym, że 10 indeksów giełdowych, które zanotowały w tym roku najsilniejsze zwyżki, to właśnie wskaźniki z krajów zaliczanych do emerging markets.
Badania EmergingPortfolio.com pokazują, że największym powodzeniem wśród giełdowych graczy, którzy chcą ulokować kapitały w krajach rozwijających się, cieszą się rynki azjatyckie. Fundusze inwestujące w tej części świata (z wyjątkiem Japonii) zanotowały netto napływ kapitałów w wysokości 6,3 mld USD, a więc ponad połowę kwoty, która zasiliła wszystkie instytucje zaangażowane na emerging markets. Obecnie aktywa w zarządzaniu funduszy obsługujących te rynki wynoszą 40 mld USD.
Mniej, bo 573 mln USD (ale najwięcej od 2000 r.) napłynęło do firm lokujących kapitały na europejskich rynkach wschodzących, Bliskim Wschodzie i w Afryce. Wśród krajów, które cieszyły się największym zainteresowaniem, trudno szukać Polski. Inwestorów skusiły przede wszystkim Rosja, Turcja i Egipt. Rosyjski wskaźnik RTS zyskał w tym roku już 60%, indeks giełdy w Kairze wzrósł o ponad 70%, a mierzący koniunkturę na giełdzie w Stambule - National 100 - podwoił swoją wartość.
379 mln USD netto zasiliło natomiast fundusze aktywne w Ameryce Łacińskiej - najwięcej od 1997 r. Duża w tym zasługa giełd w Caracas i Sao Paulo. Do tej pory w 2003 r. liderem wśród wszystkich światowych indeksów jest wskaźnik mierzący koniunkturę na rynku w stolicy Wenezueli, który zyskał aż 170%.
Pozostałe prawie 4 mld USD netto napłynęły na jeden z najbardziej perspektywicznych rynków świata - do Chin. Łącznie fundusze działające na emerging markets dysponują teraz aktywami w wyskości 122 mld USD.