Reklama

Cuda, cuda!

W czasie świąt nie sposób nie myśleć o cudach. Rzecz jasna, cudach gospodarczych, bo takie właśnie przychodzą do głowy ekonomiście. Czy warto o tym mówić właśnie teraz, kiedy sytuacja gospodarcza Polski - choć ulega pewnej poprawie - jest wciąż wysoce niesatysfakcjonująca, a nastroje w kraju wciąż marne?

Publikacja: 24.12.2003 09:23

Owszem, warto, bo cuda mają to do siebie, że zdarzają się właśnie w krajach, w których nikt się ich nie spodziewa. Nie jesteśmy ani pierwszym, ani ostatnim krajem, który przeżył okres załamania wiary we własne siły. Jak zauważają historycy, w latach 50. "Francja borykała się z problemami strukturalnymi, zdawać się mogło, nie do rozwiązania: przemysł był w stanie całkowitego zastoju, rolnictwo pozostawało wciąż zacofane, sytuacja mieszkaniowa w obskurnych i zaniedbanych miastach była wręcz koszmarna. [...] Francja, przesiąknięta atmosferą apatii i rozpaczy, zdawała się być krajem napiętnowanym przez los". W kilka lat później "...boom gospodarczy, jakiego doświadczyła Francja, spadł na nią w sposób zupełnie nieoczekiwany. Umacniał się duch optymizmu i ufności we własne siły. W zaniedbanych dotąd regionach powstawały nowe gałęzie przemysłu, niezwykle szybko postępowała też modernizacja rolnictwa [...], a francuskie towary zyskiwały ogromne uznanie z powodu swej wysokiej jakości" (Walter Laquer, "Historia Europy 1945-1992", Puls, Londyn, 1993). Czy stanie się tak również w przypadku Polski? Nie można tego wykluczyć, bo w moim przekonaniu, obecny stan nastrojów społecznych i oceny analityków gospodarczych są przesadnie pesymistyczne. A jeśli długo utrzymujące się, nadmiernie pesymistyczne oceny ustępują nagle miejsca optymizmowi - zdarza się właśnie cud. Taki cud przeżyliśmy już w latach 1993-1996, możemy przeżyć go i teraz, zwłaszcza że perspektywy gospodarcze naszego kraju wcale nie wyglądają źle.

I tego właśnie życzę wszystkim Czytelnikom przed świętami, w Wigilię, kiedy, jak wiadomo, nawet ekonomiści mówią ludzkim głosem.

Definicja cudu gospodarczego

Ścisła definicja cudu gospodarczego nie istnieje, a określenie to jest z lubością nadużywane przez publicystów i polityków chwalących własne osiągnięcia gospodarcze. Określenie "cud gospodarczy" powinno być w zasadzie zarezerwowane dla całkowicie nieoczekiwanej, gwałtownej poprawy sytuacji gospodarczej, mającej relatywnie trwały charakter. Nie jest natomiast konieczny udział w tym zdarzeniu sił nadprzyrodzonych.

Bez wątpienia pierwszym odnotowanym historycznie cudem gospodarczym było pomnożenie chleba przez Chrystusa. Zazwyczaj wyjaśnienie przyczyn cudów jest jednak znacznie prostsze: w grę wchodzi gwałtowny wzrost zaufania do polityki gospodarczej, zmiana nastrojów społecznych z nadmiernie pesymistycznych na optymistyczne lub zaskakująco sprawne zadziałanie mechanizmów rynkowych.

Reklama
Reklama

Wśród bezdyskusyjnych cudów gospodarczych wymienia się zazwyczaj rozwój przemysłowy USA w końcu XIX wieku, gospodarcze odrodzenie pobitych i zrujnowanych przez drugą wojnę światową Niemiec i Włoch, odbudowę gospodarczą Japonii oraz cud wschodnioazjatycki: błyskawiczne uprzemysłowienie i rozwój gospodarczy azjatyckich tygrysów w ostatnim dwudziestoleciu XX wieku (określenia "cud" użył w tym przypadku chyba jako pierwszy Bank Światowy). Na miano cudu zasługuje też niewątpliwie skok, jakiego dokonała między rokiem 1987 a 2001 Irlandia: PKB wzrósł w tym czasie blisko trzykrotnie, a Irlandia, od stuleci uważana za jeden z najbiedniejszych krajów Europy, niemal z dnia na dzień stała się drugim najbogatszym członkiem Unii Europejskiej. A już prawdziwym cudem irlandzkiej zręczności jest fakt, że kraj ten nadal obficie korzysta z funduszy strukturalnych Unii przeznaczonych dla najuboższych!

Cud realny, czyli Wirtschaftswunder Ludwiga Erharda

Jeden z najbardziej spektakularnych cudów gospodarczych w historii wiązany jest z nazwiskiem Ludwiga Erharda, w latach 1947-1949 dyrektora rady ekonomicznej anglo--amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech, a od września 1949 ministra gospodarki nowo powstałej RFN.Erhardowi powierzono pozornie niewykonalne zadanie: uporządkowanie gospodarki państwa o zrujnowanym przez wojnę przemyśle i transporcie, w którym wszystkie podstawowe towary były reglamentowane, szalała inflacja i kwitł czarny rynek. Jego pierwszym krokiem była drastyczna reforma walutowa: wymienił niewiele warte banknoty władz okupacyjnych na nowe niemieckie marki. Za jednym zamachem opanował w ten sposób inflację, skonfiskował fortuny wyrosłe na czarnym rynku i zapisał się w pamięci milionów Niemców jako najgorszy rozbójnik w historii. Jednocześnie Erhard przekonał (nie bez trudu) Amerykanów i Brytyjczyków, aby zgodzili się na zniesienie reglamentacji dóbr i uwolnienie cen. Efektem była szybka odbudowa popytu rynkowego, produkcji i dochodów. Już w pierwszym roku po reformie produkcja przemysłowa wzrosła realnie o 44%, a w ciągu 3 lat się podwoiła, przy ograniczonej do jednocyfrowego poziomu inflacji. Eksport w tym samym czasie wzrósł pięciokrotnie.

W kolejnych latach Erhard kontynuował swoje wolnorynkowe reformy, uzupełniając je o wiele inteligentnych narzędzi rządowej interwencji (m.in. wsparcie rozwoju gospodarki mieszkaniowej). Stworzył w ten sposób podstawy tzw. społecznej gospodarki rynkowej, która w ciągu kolejnych dwudziestoleci miała przeistoczyć RFN w jedną z największych potęg gospodarczych świata. Niemiecki PKB rósł w latach 1949-1970 w przeciętnym tempie blisko 7% rocznie, a poziom dochodu na głowę mieszkańca, który w 1949 roku stanowił niecałe 23% amerykańskiego, nieco ponad ćwierć wieku później się z nim zrównał.

Cuda mniemane

Poza cudami rzeczywistymi, zdarzają się i cuda mniemane. Są one zazwyczaj ogłaszane przez dumnych ze swych osiągnięć polityków, a już po kilku latach okazują się niewypałami.

Reklama
Reklama

Sam słyszałem wygłoszony w 1998 roku wykład argentyńskiego ministra finansów Domenico Cavallo, który twierdził, że dzięki jego polityce liberalizacji i sztywnego związania kursu peso z dolarem, w Argentynie dokonał się gospodarczy cud, a kraj znalazł się na drodze błyskawicznego rozwoju. Trzy lata później peso został drastycznie zdewaluowany, wybuchła inflacja, rząd argentyński w praktyce zbankrutował, a gospodarka znalazła się na skraju całkowitego załamania.

W naszej części świata wszyscy chyba pamiętają wypowiedzi z połowy lat 90. ówczesnego premiera Czech Vaclava Klausa, który twierdził, że jego kraj zdystansował wszystkie inne kraje regionu, zakończył proces transformacji, dzięki kuponowej prywatyzacji w pełni zrestrukturyzował przedsiębiorstwa i niemal z dnia na dzień wybudował potężny rynek kapitałowy, a w ostatecznym rachunku zmienił się "w szybko rosnącą rozwiniętą gospodarkę rynkową". Dwa lata później Czechy przeżyły poważny kryzys walutowy, który obnażył słabość niezrestrukturyzowanych, pseudoprywatnych przedsiębiorstw i zaowocował długotrwałą recesją.

Warto wreszcie wymienić "cuda statystyczne". Jeśli wierzyć danym o tempie wzrostu PKB, publikowanym w czasach Nicolae Ceausescu w Rumunii, kraj ten powinien w połowie lat 80. osiągnąć poziom zamożności Francji. Z kolei do anegdoty przeszły całkiem świeże roczniki statystyczne Białorusi, które na jednej stronie podawały dane o drastycznym spadku pogłowia krów, a - kawałek dalej - triumfalnie informowały o ogromnym wzroście produkcji i spożycia mleka.

Cuda z pieniądzem

Najłatwiej o cud w dziedzinie pieniężnej - i to z bardzo prostego powodu. Wartość papierowego pieniądza (czyli tzw. pieniądza symbolicznego) w znacznej mierze oparta jest na zaufaniu. Jeśli ludzie ufają swojemu bankowi centralnemu i wierzą w stabilność waluty, trwała inflacja nie pojawia się nawet wówczas, jeśli z jakiegoś powodu poziom cen się jednorazowo podniesie. Jeśli z kolei ludzie nie wierzą w stabilność cen, inflacja może się rozwijać nawet wbrew rozpaczliwym wysiłkom władz.

Cuda z pieniądzem mogą być dwojakie. Cuda negatywne, to sprytne sztuczki rządów zmierzające do nalania z pustego, czyli do sfinansowania nadmiernych wydatków poprczasach pieniądza złotego, oszustw dokonywano, zmniejszając zawartość kruszcu w monecie. W przypadku pieniądza papierowego wystarczy puścić w ruch maszyny drukarskie - tak jak zrobili to m.in. Niemcy w latach 20., Brazylijczycy w latach 70. i 90., a Serbowie w 1991 roku. Tyle że nieuchronnie prowadzi to do hiperinflacji i ciężkiego kryzysu gospodarczego.

Reklama
Reklama

Cuda pozytywne to z kolei błyskawiczne obniżenie inflacji osiągnięte dzięki gwałtownemu wzrostowi zaufania do rządu, banku centralnego i ogólnie do polityki gospodarczej. Rządowi niemieckiemu w 1923 roku wystarczyło wymienić stare, nic nie warte papierowe marki na "marki rentowe", mające częściowe pokrycie w złocie i zadeklarować, że okres nieprzytomnego drukowania pieniądza się skończył, aby inflacja spadła z ponad 10000% miesięcznie (!) do poziomu jednocyfrowego w skali roku. Serbowie w 1994 roku zwalczyli inflację, wiążąc sztywno nowego dinara z marką. Podobnie postąpili Bułgarzy w 1998 roku, wiążąc lewa z euro. Argentyńczycy podobnie - choć bez sukcesu - związali swoją nową walutę z dolarem. Z dolarem związali też swojego reala Brazylijczycy, osiągając gwałtowny wzrost zaufania do pieniądza i szybki spadek inflacji.

Polskie cuda

Gdzie jak gdzie, ale w Polsce nie mogło zabraknąć gospodarczych cudów. W latach 20. udało się - dzięki reformom Grabskiego - bardzo sprawnie zwalczyć hiperinflację i ustabilizować złotego. W pierwszych latach powojennych Polska odnotowała bardzo szybkie tempo odbudowy gospodarczej, mimo kolosalnych zniszczeń wojennych, rezygnacji z udziału w Planie Marshalla i demontażu całych zakładów przemysłowych przez Armię Czerwoną (w kolejnych latach było już gorzej).

Na miano największego cudu zasługuje jednak szybkość, z jaką gospodarka polska przystosowała się do rynkowych zasad funkcjonowania w latach 90. Polska, uważana powszechnie za kraj w najgorszej sytuacji, nie mający żadnych szans w rywalizacji z Węgrami czy Czechami, jako pierwszy w Europie Środkowowschodniej odnotował wzrost gospodarczy, dystansując wszystkie inne gospodarki postkomunistyczne. Zadecydował o tym niewątpliwy cud. - Polacy okazali się całkiem niespodziewanie narodem przedsiębiorczym i umiejącym dobrze gospodarować. I to jest właśnie nasza największa nadzieja na przyszłość.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama