Ostatnia sesja przed Świętami Bożego Narodzenia zakończyła się wzrostem cen. Była to także ostatnia sesja, w czasie której można było kupić akcje nie obciążone podatkiem, gdyby osiągnęło się na nich zysk. Faktycznie już w przyszłym tygodniu na rynku kasowym zyski kapitałowe będą opodatkowane. Na rynku terminowym dopiero zyski z pozycji otwartych po Nowym Roku będą cięte przymusową daniną.
Byłoby wielką przesadą twierdzić, że właśnie względy podatkowe miały decydujący wpływ na przebieg wtorkowych notowań. Po pierwsze, o podatku wiedziano znacznie wcześniej, a po drugie nie zajmuje się przecież pozycji tylko dlatego, że zyski z pozycji otwieranych później będą opodatkowane. W końcu, aby w ogóle zaistniał problem podatku, musi najpierw pojawić się podstawa do jego wyliczenia. Czyli wczorajsi kupujący liczyli na dalszy wzrost cen? No właściwie to niekoniecznie. Można bowiem założyć, że wczorajsza zwyżka była częścią planu mającego na celu dobre zakończenie tego miesiąca, kwartału i roku. Pozostały jeszcze tylko dwie sesje, po których nastąpi wycena aktywów inwestorów instytucjonalnych. Nie jest żadnym problemem, przy obecnej aktywności, ustawienie poszczególnych papierów na przyzwoitym poziomie.
W takich okolicznościach trudno jest odnosić się jedynie do obrazu technicznego rynku. Na ostatniej sesji wzrost cen zatrzymał się dokładnie na poziomie 1613 pkt, czyli szczytu z pamiętnego poniedziałkowego poranka, gdy cały świat cieszył się z pojmania Saddama Husajna. Bykom nie udało się wyjść wyżej, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by nie dokonać tego przed sylwestrem. Podaży raczej wielkiej nie będzie, a większości graczy jednak zależy na jak najwyższych kursach. Niedźwiedzi jest niewielu.