Dobre humory z nocy sylwestrowej zawitały także na warszawski parkiet. Pierwsza sesja 2004 roku zakończyła się silnym wzrostem cen. Są wprawdzie wątpliwości, czy będzie on kontynuowany, niemniej taki początek roku byki mogą uznać za udany.

Gracze, którzy liczyli na spadek cen na początku roku, wynikłych z wprowadzenia podatku od zysków kapitałowych, mogli się rozczarować. Zresztą nie jest ich chyba aż tak wielu. W końcu temat podatku był wałkowany miesiącami i należało się liczyć z tym, że jest on już w pełni zdyskontowany.

Brak nagłego spadku nie powinien więc dziwić. Dziwić nie powinien także wzrost. Zaskoczeniem jest natomiast jego skala. Już przed sesją wiadomo było, że aktywność inwestorów mierzona wielkością obrotów nie będzie duża. Ostatnia sesja tygodnia po przerwie noworocznej nie sprzyjała odważnym posunięciom na rynku kapitałowym. Faktycznie, obrót na rynku kasowym ledwie przekroczył 100 mln złotych. Pod tym względem na rynku terminowym było nieco lepiej. Na serii marcowej wielkość obrotu przekroczyła 11 tysięcy sztuk.

Ta niska aktywność na kasowym sprawiła, że można tu było zrobić niemal wszystko, nie angażując wielkich kapitałów. Trzeba się było liczyć z możliwością "ustawiania" sesji. Jednak tak silny wzrost tuż po okresie "rozliczeniowym" jest zastanawiający. Dzięki niemu ceny kontraktów naruszyły poziom oporu z 3 listopada. Warto poczekać na potwierdzenie tego sygnału przez indeks. Naruszenie oporu przez kontrakty jest mniej istotne za sprawą niedawnej zmiany serii, która przerwała ciągłość wykresu. Wczoraj indeks zatrzymał się dokładnie na poziomie oporu. Jego pokonanie otworzyłoby drogę do szczytu z 15 października. Sesja poniedziałkowa pokaże, jak faktycznie silny jest piątkowy popyt.