Zwiększenie zdolności produkcyjnych gdańskiej spółki miało być powiązane z budową nowych instalacji w ramach projektu IGCC (zgazowania ciężkich pozostałości po przerobie ropy). Jego realizacja, która ma pochłonąć 600 mln USD, jeszcze się nie rozpoczęła. Grupa Lotos nie może domknąć finansowania, prawdopodobnie ze względu na problemy z doborem partnerów. W tej sytuacji na własną rękę postanowiła zwiększyć możliwości produkcyjne. Koszt wynosi 40 mln USD. - Rafineria w Gdańsku wykorzystuje 100% mocy, a i tak nie nadążamy z zaspokajaniem popytu. Dlatego w 2003 roku 6% sprzedanych przez nas paliw zostało sprowadzonych z zagranicy - mówi Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos. Zapowiada, że w 2004 roku sprzedaż paliw zwiększy się nieznacznie. Około 10% będzie pochodzić z importu. Zmodernizowane instalacje zostaną oddane do użytku w połowie 2005 r.

- Komentarz

Zwiększenie przerobu ropy to pomysł niebezpieczny. Przede wszystkim dla głównego konkurenta Lotosu, czyli Orlenu. Może się to jednak okazać niebezpieczne również dla gdańskiej rafinerii. Spółka nie ma dostępu do złóż surowca (nie licząc Petrobaltiku, którego znaczenie jest marginalne). W przypadku obniżki marż rafineryjnych, może w ogóle nie zarabiać na przerobie ropy albo wręcz do niego dokładać.