Wczorajsza sesja miała być testem faktycznych intencji popytu, który pojawił się 2 stycznia. W czasie piątkowej sesji kursy mocno wzrosły, ale czynnikiem zmniejszającym wagę tego wydarzenia były niskie obroty. Wczoraj aktywność była już większa i poznaliśmy faktyczną siłę popytu. Okazała się ona znacząca. Wczoraj zanotowaliśmy wzrost równie mocny, jak ten z piątku. Popyt był na tyle silny, że zgarniał duże, ustawione wcześniej oferty sprzedaży. Posiadacze długich pozycji uzyskali potwierdzenie, że wzrost w piątek nie był jedynie wyciąganiem kursów.

Wczorajsza zwyżka przyniosła kilka ciekawych zmian w układzie cen. Po pierwsze, piątkowe naruszenie przez wykres cen kontraktów poziomu oporu z początku listopada zostało potwierdzone przez dalszą zwyżkę cen oraz wysokie otwarcie indeksu, który także pokonał swój poziom oporu. To był sygnał, że kupujący nie mają zamiaru odpuszczać i nadal napierają na rynek. Po drugie, wczorajszy wzrost zbliżył nas do linii łączącej dwa najważniejsze szczyty (z początku września i połowy października). Kontraktom zabrakło do jej testu zaledwie kilka punktów. Indeks doszedł wczoraj dokładnie do analogicznej linii na swoim wykresie, lecz nie udało się jej pokonać. Można przyjąć, że linia ta jest obecnie najbliższym oporem. Jednak zakładanie, że opór ten faktycznie zatrzyma natarcie popytu jest dość ryzykowne. Tak naprawdę w czasie wzrostów to nie opory powinny zaprzątać nam głowy, lecz wsparcia. Wprawdzie szukanie potencjalnych poziomów zakończenia ruchu jest efektowne, to rzadko bywa efektywne. W czasie tak mocnego ruchu nie ma sensu się zastanawiać, gdzie rynek dojdzie, ale co będzie sygnalizować, że traci on siły na dalszą wędrówkę, W tej chwili najbliższym takim poziomem jest wczorajsza konsolidacja na 1690 pkt. Zejście niżej da pierwszy sygnał ostrzegawczy.