Przebieg wczorajszej sesji daje podstawy do utrzymywania optymistycznego nastawienia do rynku. Optymizm ten nie jest tożsamy z oczekiwaniem na wielką falę hossy, ale pozwala spodziewać się przynajmniej kolejnej próby ataku na szczyty z września i października.

Spadkowa korekta na razie przebiega łagodnie. Jej głębokość do tej pory nie sięgnęła nawet poziomu 38,2-proc. zniesienia ostatniej dynamicznej fali wzrostu. To dobrze świadczy o kupujących. Na razie mają oni przewagę, co może nie było aż tak widoczne na wczorajszej sesji. Wczoraj popyt, jaki się pokazywał, był głównie związany z zajmowaniem pozycji arbitrażowych. Te były możliwe dzięki dużej bazie, która chwilami przekraczała 40 pkt.

Czy korektę mamy już za sobą? Pytanie ciekawe, ale odpowiedź jest obecnie wróżeniem z fusów. Najprościej przyjąć, że korekta zakończy się wraz z wyjściem nad wtorkowe szczyty, czyli nad poziom 1735 pkt. Na razie taka sytuacja nie miała miejsca, więc trzeba założyć, że jeszcze się nie zakończyła. Zwłaszcza, że jej głębokość nie jest duża i zostało trochę miejsca na dalszy spadek cen.

Posiadacze długich pozycji nie mają powodów do obaw. Ich pozycje na razie wydają się niezagrożone. Obawy mógłby budzić dopiero spadek cen pod poziom 50-proc. zniesienia wcześniejszego wzrostu lub wykreślenie poważnej formacji szczytowej na wykresie. Z żadną z tych sytuacji nie mamy obecnie do czynienia. Płynie stąd także inny wniosek. W tej chwili gra na spadki jest obarczona poważnym ryzykiem straty. Nie doszło jeszcze do poważnego ataku na szczyty z września i października. Takiego ataku można się wkrótce podziewać. Jego wynik zasygnalizuje nam faktyczną kondycję rynku. Krótkie pozycje mogą mieć szanse na zysk, jeśli opór nie zostanie pokonany.