Kontrakty wciąż balansują na dolnej krawędzi konsolidacji. Dopóki jednak nie pęknie wsparcie, wszystko jest możliwe. Owo wsparcie wyznacza niezmiennie poziom ok. 1667 pkt, gdzie przebiega 23,6--proc. zniesienie trendu wzrostowego, biorącego początek w listopadzie. Już dwa razy (9 i 16 stycznia) kursy zamknięcia zatrzymały się na tej linii. Z kolei 12 i 15 stycznia był to poziom otwarcia, z którego kontrakty odbiły się w górę. Także w środę zniżka powstrzymana została na 1667 pkt, po czym nastąpił nawet niewielki ruch w górę. Wsparcie jest zatem solidne. Na tym się jednak kończą obecnie plusy dla byków.
Nie sposób nie zauważyć, że od czasu nieudanego ataku na wrześniowy szczyt (1739 pkt) kupujący mają coraz mniej odwagi, a górne cienie świec układają się coraz niżej. W środę dzienne maksimum ledwo przekroczyło 1700 pkt. W efekcie kontrakty notowane są tuż nad wsparciem. Bliżej jest zatem do wybicia w dół niż w górę.
W efekcie trwającego trendu bocznego znacznie spadła zmienność. Widać to na 10-dniowej wstędze Bollingera, która ostatnio zwężyła się do niewiele ponad 50 punktów. W środę świeca wypełniła już niemal całą szerokość wstęgi. Ostatni raz z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w połowie listopada - tuż przed gwałtownym ruchem w dół. Za wybiciem w dół z konsolidacji przemawia też dzienny MACD, który już w poniedziałek wygenerował sygnał sprzedaży. Po raz pierwszy od 28 listopada ub.r. kurs kontraktów znalazł się poniżej 15-sesyjnej średniej kroczącej.
Tak duża liczba czynników zapowiadających spadki może paradoksalnie przedłużyć niepewność. Być może wybicie w dół jest zbyt oczywiste, by do niego tak szybko doszło. Niemniej jeśli kontrakty spadną na zamknięciu poniżej 1667 pkt, spadek będzie już tylko kwestią czasu.