"Myślę, że prywatyzacja w tym roku będzie znacznie przyspieszona. Mamy problemy z długiem, poprawiają się też warunki rynkowe. Sytuacja na giełdzie jest dość dobra, ceny są w miarę wysokie, a rząd lewicowy preferuje tę formę prywatyzacji" - uważa Iwona Pugacewicz-Kowalska, główny ekonomista CA IB.
W opinii wielu obserwatorów klasa polityczna preferuje prywatyzację przez giełdę. Ta forma sprzedaży spółek Skarbu Państwa pozwala bowiem na utrzymanie sporych wpływów państwa w prywatyzowanych przedsiębiorstwach poprzez np. utrzymanie udziałów. Firmy prywatyzowane przez rynek kapitałowy maja też często rozproszony akcjonariat, co ułatwia wywieranie nacisków przez niewielkiego, ale zwartego i spójnego akcjonariusza - Skarb Państwa.
Jednocześnie prywatyzacja giełdowa zapewnia środki do budżetu, który od kilku już lat boryka się z wysokim deficytem budżetowym. Rośnie dług publiczny w stosunku do PKB, zbliżając się do niebezpiecznych poziomów, których przekroczenie grozi drastycznym "zaciskaniem pasa" i - w konsekwencji - bardzo wysokimi kosztami politycznymi i społecznymi.
"Uważam, że rząd uniknie przekroczenia poziomu 55% - albo poprzez prywatyzację, albo przez wykupu części długu z rezerw banku centralnego, albo też przez zmianę ustawy o finansach publicznych lub przez wszystkie te elementy po części" - powiedział Jacek Wiśniewski, analityk Banku Pekao SA.
Przekroczenie 55-proc. poziomu długu publicznego do PKB w 2004 roku mogłoby oznaczać nawet konieczność równoważenia budżetu w 2006 roku.