Wczorajszą sesję pod względem wzrostu cen zdominowała jedna spółka - KGHM (+6,4%). To głównie dzięki niej indeks WIG20 zyskał ponad 1,4%, co, oczywiście wpłynęło na poziom notowań kontraktów. Obrót na KGH przekroczył 60 mln złotych. Taki wynik na pojedynczej spółce jest godny wzmianki. Co ciekawe, jeszcze trzy inne papiery były przedmiotem równie aktywnego handlu (BPH PBK, PKN i TPS). Czyżby więc poważny atak popytu? Można powątpiewać.
Kupno było skierowane tylko na wybrane cele. Reszta rynku jakby w ogóle nie istniała. Poza wymienionymi może jeszcze na papierach PEO coś się działo. Czy to jest atak na spółki? Gonitwa za rynkiem? Na pewno nie. Nie można jednak wykluczyć, że mieliśmy próbę budowania pozycji przez inwestorów przekonanych o jakimś rychłym wzroście. Nie składano zleceń na cały rynek, lecz jedynie próbowano ustrzelić wybrane cele. Kto? W czasie sesji można było skierować podejrzenia na inwestorów zagranicznych, gdyż to właśnie oni skupiają swoją uwagę na czołowych papierach, a na dodatek wraz z naszym, rósł także rynek węgierski. Ten jednak w końcowej części sesji oddał ponad połowę wzrostu. Nasza końcówka była mocniejsza.
Kto by to nie był, poświęcił sporo grosza na zakupy. Zważywszy jednak, że nie były one czynione na oślep, można sądzić, że to jeszcze nie jest ostatnie słowo kupujących. Nie jest wykluczone, że zakupy zostaną na jakiś czas wstrzymane, lub ich skala zmniejszona, by ceny mogły się cofnąć do atrakcyjnych poziomów. Sprzyja temu sytuacja techniczna. Wczorajszy wzrost cen sięgnął okolic połowy ubiegłotygodniowego spadku. Można przypuszczać, że korekta wzrostowa ma się ku końcowi i teraz ponownie zbliżymy się do dołków. Tu popyt pokaże swoje prawdziwe oblicze, starając się niedopuścić do spadku poniżej czwartkowego minimum.