Wczoraj, kiedy po raz dziesiąty PARKIET uhonorował najlepszych statuetkami, nadziei na jeszcze lepszą przyszłość nie brakowało. I tylko podatkowe zapędy rządzących, którzy koniecznie chcą coś uszczknąć z inwestorskich zysków, odrobinę studziły atmosferę. Ale naprawdę tylko odrobinę.
Chociaż giełda na stałe wrosła w polski krajobraz - w końcu pierwsza sesja współczesnej GPW w Warszawie odbyła się 16 kwietnia 1991 roku (notowano spółki: Tonsil, Próchnik, Krosno, Kable, Exbud; sesje odbywały się raz w tygodniu) - to jednak w niektórych kręgach ciągle można dostrzec nieufność do tej instytucji. I o ile ta nieufność wśród niektórych "zwykłych Kowalskich" jest po części zrozumiała (niedostatek wiedzy, który jednak np. nasza gazeta poprzez obecność na rynku, a także pozawydawnicze działania stara się uzupełniać), to trudno ją zaakceptować w niektórych grupach tak zwanych decydentów (ich niewiedza może w istotny sposób szkodzić).
Dlatego staramy się budować wśród polityków pozytywny obraz polskiego rynku kapitałowego. Giełdy nie można się bać. Stąd z pewną radością odnotowujemy, że wśród gości wczorajszej, dziesiątej edycji wręczenia statuetek ,,Byka i niedźwiedzia" byli nie tylko reprezentanci spółek, analitycy, pracownicy instytucji rynku kapitałowego, ale także politycy. Mamy nadzieję, że przynajmniej niektórych z nich oficjalne i pozaoficjalne rozmowy przekonały, że giełda to nie tyle miejsce spekulacji, co pozyskiwania przez firmy kapitału. Przed rokiem jeden z uczestników uroczystości wręczania nagród PARKIETU powiedział (cytując brytyjskiego pisarza Harolda Pintera), że "nawet święta krowa potrzebuje byka". I naprawdę nic się nie zmieniło. A może się zmieniło? Bo dzisiaj - żeby było lepiej - może jeden byk nie wystarczyć. Optymiści twierdzą, że to da się zrobić. I istota tylko w tym, by nikt nie przeszkadzał.