Według wyliczeń Azjatyckiego Banku Rozwoju, epidemia SARS kosztowała region ok. 60 mld USD. Natomiast z powodu ptasiej grypy - przynajmniej według szacunków analityka Low Pinga Yee z singapurskiego United Overseas Bank - PKB regionu zostanie uszczuplony o 0,04%, czyli o 930 mln USD. Eksperci twierdzą, że straty mogą być znacznie bardziej dotkliwe - porównywalne lub nawet większe niż w przypadku SARS - jeśli wirus ptasiej grypy się zmutuje i zacznie rozprzestrzeniać się wśród ludzi. Wówczas pojawią się zakazy podróży do Azji czy obowiązkowe kwarantanny, co po raz kolejny mogłoby zdusić przemysł turystyczny - i to nie tylko azjatycki. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzega, że ptasia grypa u ludzi charakteryzuje się wyższą śmiertelnością niż SARS.
Zagrypione giełdy
Skutki rozprzestrzeniania się ptasiej grypy dotkliwie mogą odczuć azjatyckie rynki akcji. W dzień po ogłoszeniu w Tajlandii wykrycia pierwszego przypadku wirusa u człowieka indeks tamtejszej giełdy stracił 0,9%. O 6%, do 10%, staniały papiery producentów kurcząt. Zdaniem analityków, ekonomiczne skutki ptasiej grypy, w powiązaniu z dalszą przeceną dolara, mogą przyczynić się do bessy na azjatyckich rynkach.
Na informacje o ptasiej grypie reagują rynki nie tylko w Azji. Podejrzenie wirusa u kobiety przywiezionej do szpitala w Hamburgu przyczyniło się w poniedziałek do przeceny akcji m.in. przewoźników lotniczych - papiery British Airways staniały o 4,1%, a Lufthansy o 2,7%. Wczoraj okazało się, że podejrzenie się nie sprawdziło.
Klęska dla hodowców