MSP chce sprywatyzować PKO BP jeszcze w tym roku. W przeciwnym wypadku nierealne stanie się uzyskanie wpływów z prywatyzacji w wysokości 8,8 mld zł przewidzianych przez rząd. Według wstępnych szacunków analityków, planowana sprzedaż 30% akcji mogłaby przynieść około 6 mld zł.
Dlatego zamiast klasycznego długiego przetargu, w którym resort najpierw publikuje ogłoszenie o poszukiwaniu doradcy, a potem czeka na oferty, zastosował przetarg z wolnej ręki, czyli w trybie negocjacji. W tym ostatnim przypadku zleceniodawca zwraca się do określonego wykonawcy. MSP podało, że termin złożenia ofert wstępnych wyznaczono na 23 lutego. - Taki tryb skraca wybór doradcy prywatyzacyjnego do około dwóch miesięcy - wyjaśnił PAP wiceminister skarbu Tadeusz Soroka.
Przypomnijmy, że w 2003 roku MSP dwukrotnie unieważniło przetarg na wybór doradcy. Ostatni raz w grudniu ub.r. Powody były formalne - m.in. brak uprawnień biegłego rewidenta, brak zezwolenia na działalność maklerską. Ostatnio przy prywatyzacji PKO BP chciały doradzać trzy firmy: Towarzystwo Doradztwa Inwestycyjnego wspólnie z Domem Maklerskim Penetrator, HSBC oraz Citigroup. We wcześniejszych przetargach brały udział Credit Suisse First Boston i BDM PKO BP.
Skierowanie zaproszenia do ostatniego podmiotu może oznaczać, że ministerstwo poważnie podchodzi do deklaracji prezesa banku, że PKO BP jest w stanie sam się sprywatyzować, czyli opracować prospekt emisyjny, wycenić akcje oraz wprowadzić je do obrotu na giełdzie.
Największy detalista