W 2003 roku do użytku zostało oddanych ponad 163 tys. mieszkań. Tymczasem rok wcześniej liczba ta wyniosła zaledwie 97,5 tys. Większość specjalistów jest zdania, że zanotowany wzrost nie był wynikiem polepszającej się koniunktury w budownictwie mieszkaniowym, tylko efektem zmian w ustawach, m.in. w prawie budowlanym. Natomiast koniunktura miała się o wiele gorzej, a może o tym świadczyć wskaźnik produkcji budowlano-montażowej, który w grudniu ubiegłego roku, po odrzuceniu czynników sezonowych, był niższy od zanotowanego w grudniu 2002 roku o 2,2%. Obserwatorzy zgodnie jednak twierdzą: choć nie było tak dobrze jak mówi o tym statystyka lokali oddanych do użytku, to i tak poprawa była zauważalna. Co więcej, bieżący rok może być już dużo lepszy od poprzedniego, a w kolejnych latach pozytywna tendencja będzie się utrwalać. - Wszystkie kraje wchodzące do Unii Europejskiej przeżywały wyraźne ożywienie w budownictwie. Nie widzę powodów, dla których w Polsce miałoby być inaczej. Uważam, że w horyzoncie 5-7-letnim będziemy obserwować wyraźną poprawę w mieszkaniówce - powiedział nam Jarosław Szanajca, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Poprawie sytuacji sprzyjać będzie wzrost wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych. W ubiegłym roku banki udzieliły kredytów na zakup nieruchomości o wartości ok. 12 mld zł. To było o ok. 40% więcej, niż rok wcześniej. W roku bieżącym tendencja ma być kontynuowana. - Uważam, że dynamika kredytów hipotecznych będzie głównym motorem wzrostu wartości wszystkich kredytów udzielanych osobom fizycznym - mówi Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.

W opinii M. Relugi, w roku 2004, w związku z poprawą sytuacji makroekonomicznej w Polsce, polepszenie odczuje całe budownictwo. Skala tej poprawy we wzroście produkcji budowlano-montażowej może wynieść 5%. Choć liczba oddanych do użytku lokali może być niższa niż w roku ubiegłym. - Ta statystyka nie do końca oddaje rzeczywisty obraz sytuacji w budownictwie ze względu na liczne zmiany prawne, które go zniekształcają - mówi M. Reluga. Zdaniem Jarosława Szanajcy, jedynym realnym zagrożeniem dla budownictwa może być załamanie finansów państwa, które doprowadzić może do wzrostu inflacji i w konsekwencji do podrożenia kredytów. - W przyszłości zabezpieczeniem przed taką sytuacją może być wejście Polski do strefy euro - mówi prezes PZFD.