Na sesji 4 lutego doszło do gwałtownych, niespotykanych do tej pory, wahań kursu kontraktów terminowych na indeks WIG20. Przyczyną rozchwiania rynku były ogromne zlecenia, opiewające na 4000 kontraktów, złożone przez pracownika BDM PKO BP. Pierwsze zlecenie sprzedaży spowodowało w ciągu kilkudziesięciu sekund spadek kursu o ponad 6%. Złożone następnie odwrotne zlecenie kupna wywołało jeszcze szybciej zwyżkę notowań o 9,4% w stosunku do punktu wyjścia. Na skutek tych operacji biuro maklerskie straciło blisko 4 mln zł. Nagłe wahania kursu kontraktów doprowadziły też do realizacji zleceń innych inwestorów, którzy mogli stracić łącznie ok. 1,5 mln zł. Z drugiej strony, na całym wydarzeniu najwięcej - ponad 2,5 mln zł - zarobiła tajemnicza firma, zarejestrowana na brytyjskich Wyspach Dziewiczych, która zaledwie kilka dni wcześniej założyła rachunek inwestycyjny. W tej sytuacji powstało podejrzenie, że działała w zmowie ze wspomnianym pracownikiem PKO BP.

Poszkodowani w całej sytuacji inwestorzy zamierzają walczyć o odszkodowania. Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych rozważa pozwanie biura maklerskiego PKO BP, z którego wyszły zlecenia. Gdyby jednak udało się udowodnić, że wypadki na rynku kontraktów były efektem nie pomyłki maklera, lecz manipulacji, w której brała udział firma z Wysp Dziewiczych, to odszkodowania pochodziłyby zapewne z jej zablokowanego rachunku.