- Postępowanie trwa. W kwestii transakcji akcjami Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin badamy, czy nie zostało popełnione przestępstwo z artykułu 271 kodeksu karnego - dowiedzieliśmy się w prokuraturze. Ta sprawdza więc, czy osoba uprawniona do poświadczenia dokumentu potwierdzała w nim nieprawdę.
Kwestionowane umowy
Przypomnijmy, że zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożył kilka miesięcy temu Artur K., były wiceprezes Domu Maklerskiego Penetrator. Przyznał w nim, że - podobnie jak inne osoby z Penetratora - uczestniczył w działaniach, które mogą być niezgodne z prawem (od połowy ubiegłego roku jest w konflikcie z pozostałymi, dziś już byłymi, członkami zarządu domu maklerskiego). W zawiadomieniu do prokuratury poinformował, że umowy dotyczące zakupu akcji ZE PAK były podpisywane w marcu 2002 r. Tymczasem jako daty ich zawarcia wpisywano 10 grudnia 2001 r. oraz 6 stycznia 2002 r., czyli terminy wygaśnięcia pełnomocnictw. Załoga uważa, że antydatowane umowy są nieważne.
Pracownicy zbierają siły
Pracownicy ZE PAK od kilku dni przymierzają się do wysyłania pism do Elektrimu. - W świetle nowych okoliczności, które wyszły na jaw w związku ze sprzedażą naszych akcji, twierdzimy, że umowy są nieważne. Chcemy, aby Elektrim zwrócił walory pracownikom. Na naszą rzecz powinien przepaść zadatek, jaki wypłacił inwestor - uważa Piotr Rybiński, przewodniczący największego związku zawodowego w ZE PAK. Elektrim przy podpisywaniu umów wpłacał 20% zadatku od wartości przejmowanych akcji. Z naszych wyliczeń wynika, że kosztowało go to około 50 mln zł. - Elektrim może nie zgodzić się z nami. Wtedy sprawą zajmie się sąd. Zeznanie, że umowy były antydatowane, plus fakt, że zaczęły one spływać dopiero od marca 2002 roku, dodatkowo świadczą na naszą korzyść - kończy Piotr Rybiński.