Nowy minister skarbu państwa odkrył, że procesy prywatyzacyjne trwają długo. Dlatego obietnica przyspieszenia prywatyzacji, która padła przed owym odkryciem, pozostanie zapewne niespełnioną zapowiedzią. W czasie gdy minister - rozglądając się po nowym dla siebie terenie - będzie dokonywał dalszych odkryć, zajmijmy się trzema problemami. Dotyczą one kolejno: pracy ministerstwa, budżetu 2004 roku i związków prywatyzacji z planem Hausnera.
Po pierwsze, zasłaniając się świeżo pozyskaną wiedzą na temat długości procesów prywatyzacyjnych, minister Kaniewski zdaje się sugerować, iż zaczyna wszystko od nowa. Przeczy to wizerunkowi Ministerstwa Skarbu Państwa, w którym pracuje kilkaset osób i nie wszystkie zajmują się obsługą kuchenno-samochodową. Co zatem robili poprzednicy nowego ministra, którzy znikali z resortu w tajemniczych okolicznościach? Coś tam przecież robili, tylko brakowało im śmiałości, aby kończyć dzieło lub odwrotnie - starczyło śmiałości, by nie kończyć złego dzieła (G-8). Trudno uznać przygotowania do prywatyzacji PKO BP, Południowego Koncernu Energetycznego, Ruchu, PGNiG czy publicznej emisji PZU za nowe przedsięwzięcia. Większość z wymienionych firm pojawia się w rocznych zadaniach prywatyzacyjnych już od 2001 roku. Przewlekłość procesów zmusza do weryfikacji wycen i analiz, czyli dodawania nowych kosztów do wcześniejszych, bezowocnych nakładów. Postawienie kropki nad "i" zależy na ogół od woli politycznej i gotowości wystawienia się na rutynową awanturę, wszczynaną przez przeciwników prywatyzacji. Jeśli 2004 r. będzie tak jałowy dla prywatyzacji, jak poprzednie lata, będzie to świadectwem ciągot do kapitalizmu państwowego, a nie skutkiem dotrzymywania przewlekłych procedur.
Zamiana ofensywy na defensywę w 2004 roku niesie skutki budżetowe. Oznacza, że znowu w planie budżetowym 2004 dzielimy wirtualne przychody z prywatyzacji. Już po raz czwarty. Tak było w 2001 roku, kiedy wpływy drastycznie spadły, i kolejno w latach 2002-2003. Jeśli powtórzy się to w roku bieżącym, to znaczy, że w gruzach legła świeża strategia rządu, zakładająca roczne wpływy minimum 8,8 mld złotych w latach 2004-2006.
Powyższe założenie budżetowe ma zaś bezpośredni związek z planem naprawy finansów publicznych, zwanym planem Hausnera. Wypełnienie zadań prywatyzacyjnych, jako źródła finansowania dziury budżetowej, jest jednym z głównych warunków towarzyszących racjonalizacji finansów. Warunkuje mianowicie ten upragniony efekt, by oszczędności socjalne i administracyjne (liczone na 50 mld zł w latach 2004-2007) oznaczały odpowiednie zmniejszenie potrzeb pożyczkowych Skarbu Państwa. Brak założonych wpływów z prywatyzacji oznacza, że będą niepopularne cięcia, ale nie będzie pożądanej redukcji długu publicznego i pożyczek Skarbu Państwa. Cała operacja nie wypali, chociaż będzie politycznie kosztowna. Chyba że nowy minister, zakończywszy obchód ministerstwa, weźmie się do roboty!