Reklama

Firmy nie chcą inwestować z powodu polityki gospodarczej, a nie braku środków - analitycy

Warszawa, 20.02.2004 (ISB) - Słabe dane o nakładach inwestycyjnych w czwartym kwartale i w całym 2003 roku nie zaskoczyły, gdyż wyraźne już pogorszenie w budownictwie sugerowało, że wydatki na środki trwałe były niskie. Analityków niepokoi, że firmy wstrzymują się z inwestycjami nie z powodu braku środków, ale wskutek niepewnej polityki gospodarczej.

Publikacja: 20.02.2004 14:04

Nakłady brutto na środki trwałe wzrosły w czwartym kwartale o 0,1% r/r (wobec wzrostu 0,4% r/r w trzecim), a w całym 2003 roku spadły o 0,9% r/r.

"Spodziewałem się złych danych po informacjach o tym, co się dzieje w budownictwie. A dane o sektorze budowlanym są dobrym prognostykiem. Trzeba pamiętać, że prawie 50% wydatków inwestycyjnych to są wydatki na budowle" - powiedział Michał Dybuła, ekonomista BNP Paribas.

Niepokojące są nowe, styczniowe dane o budownictwie, szczególnie, że zima w tym roku była mniej ostra i dotkliwa niż rok wcześniej.

"Ta sytuacja wynika z dużej niepewności dotyczącej kształtowania się polityki gospodarczej kraju, która będzie w najbliższym czasie obowiązywała, stąd przedsiębiorcy wstrzymują się z inwestycjami" - powiedział Dybuła.

To właśnie niepewna sytuacja w polityce gospodarczej, powodowana głównie finansami publicznymi, jest winna niskim nakładom inwestycyjnym. Przedsiębiorstwa dysponują bowiem środkami finansowymi - odnotowują coraz lepsze wyniki finansowe, rosną też depozyty bankowe sektora przedsiębiorstw.

Reklama
Reklama

Nie przyjęcie planu racjonalizacji wydatków publicznych wicepremiera ds. gospodarczych Jerzego Hausnera będzie dla firm oznaczało wzrost stóp procentowych, a w dłuższym terminie - wzrost podatków.

Siłą rzeczy jednak, wraz z kontynuacją wzrostu gospodarczego, firmy w którymś momencie będą musiały inwestować, aby utrzymać tempo rozwoju.

"Moce produkcyjne są teraz w coraz większym stopniu wykorzystywane, więc firmy niedługo staną przed barierą dalszego rozwoju, a będą chciały jakoś to tempo wzrostu utrzymać" - dodał ekonomista BNP Paribas.

Słabsze od oczekiwań były również dane o styczniowej sprzedaży detalicznej. Wzrosła ona w styczniu o 7,6% w ujęciu rocznym wobec wzrostu o 17,3% w grudniu ub. roku. Analitycy ankietowani przez agencję ISB spodziewali się, że sprzedaż detaliczna w styczniu wzrosła średnio o 11,23% w ujęciu rocznym.

"Dane są na pewno słabsze niż w ostatnim półroczu, ale to naturalne. Tempo wzrostu spożycia gospodarstw domowych nie jest wysokie i wyraźna zmiana nie jest tutaj możliwa - płace nie rosną, sytuacja na rynku pracy jest cały czas zła" - uważa Dybuła.

Choć dane o sprzedaży detalicznej rozczarowały, to należy pamiętać, że często charakteryzują się one dużą zmiennością, a więc za wcześnie na niepokój, uważa Lars Christensen, ekonomista Danske Banku.

Reklama
Reklama

"Mogły być zniekształcone np. przez znaczny spadek sprzedaży samochodów po tak wysokim wzroście w grudniu, spowodowanym zmianami podatkowymi. Niezależnie od tego jednak, dane o sprzedaży detalicznej mogą kreować obawy, że ożywienie w gospodarce wciąż nie przekłada się na popyt krajowy" - napisał Christensen w raporcie tuż po opublikowaniu danych przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) w piątek. (ISB)

Karolina Słowikowska

ks/tom

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama