Po sesji środowej, na której zostało obronione wsparcie na 1665 pkt, poziom optymizmu wyraźnie się podniósł. Strach przed przebiciem wsparcia ustąpił nadziei na zanegowanie wtorkowego mocnego spadku. Z takim nastawieniem zaczynaliśmy wczorajsze notowania.

Już otwarcie pokazało, że z rynkiem jest lepiej. Różnica 13 pkt to sporo, zważywszy że nie było żadnych poważniejszych informacji, które by usprawiedliwiały taki wzrost. Wprawdzie rankiem swoje wyniki opublikował PKN, i te były najlepsze w historii spółki, to jednak dla rynku nie było to żadną niespodzianką. Już w ubiegłym tygodniu zarząd spółki sygnalizował taką możliwość.

Można było przyjąć, że dobre otwarcie to właśnie wynik lepszych nastrojów i przygotowań do wzrostu. Po lekkim spadku, ceny rozpoczęły wspinaczkę, którą zakończyły dopiero ok. godziny 13.00. Zakończyły nie byle gdzie, bo dokładnie na poziomie oporu. Jest nim linia trendu, oparta na styczniowych szczytach oraz dołku z ostatniego piątku. Tak się składa, że w okolicy obecnie biegnie również średnia krocząca. To sprawia, że opór zyskuje dodatkowe znaczenie. Jego przebicie byłoby sygnałem zanegowania spadku z wtorku. I to podwójnym. Padłaby linia trendu oraz zostałaby pokonana średnia.

"Byłoby", bo sygnał taki nie padł. Wydawało się to nawet dobrym rozwiązaniem, bo rynek wczoraj i tak już mocno wzrósł i byłoby bardzo trudno utrzymać ceny na jeszcze wyższym poziomie. Końcówka notowań przyniosła jednak rozczarowanie. Spadek był zbyt mocny, by teraz spokojnie myśleć o kolejnym ataku na opór. Taka słabość raczej sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym testem wsparcia. Fakt, że popyt się wczoraj nie popisał, może skłonić podaż do większej aktywności. To grozi nowymi minimami.