Rosnąc do najwyższego poziomu od ponad 3 lat WIG20 wygenerował nowy sygnał kupna. Teraz pozostaje pytanie, czy inwestorzy powinni go poważnie potraktować? Ponieważ wszystko odbywa się w ramach trendu wzrostowego zapoczątkowanego rok temu, nie ma podstaw by wątpić w to, że na rynku cały czas dominują kupujący. Tym samym nie ma też poważniejszych podstaw by grać przeciwko nim. Wprawdzie można wskazać kilka zagrożeń, które ostatni optymizm mogą szybko zamienić w chęć do pozbywania się akcji, ale do chwili kiedy nie zostanie zanegowany ostatni sygnał kupna, lepiej nie grać na zniżkę indeksu blue chipów. Stosując podstawowe zasady analizy technicznej, należałby teraz oczekiwać zwyżki do 1900 pkt. Poziom ten cały czas wynika z wysokości rozległej formacji odwaracającej trend, która kształtowała się od połowy roku 2001 do połowy roku 2003. O zanegowaniu korzystnych sygnałów będzie można mówić dopiero gdy notowania wrócą poniżej strefy 1650-1700 pkt. Wśród zagrożeń dla trendu wzrostowego znajdują przede wszystkim negatywne dywergencje na większości wskaźników technicznych oraz wykupienie niektórych z nich. Fala hossy z 2003 roku dowiodła jednak, że sygnały takie nie mają większego znaczenia w obliczu silnego trendu. Warto więc mieć je na uwadze, ale jak się okazuje to wciąż za mało by używać je jako argumenty przemawiające za przeceną. Wątpliwość dotyczącą trwałości obecnej zwyżki można także wiązać z formacją, która kształtuje się na wykresie od początku listopada. Wyglądam swoim przypomina ona klin zwyżkujący, który charakterystyczny jest dla rynku niedźwiedzia. O negatywnych konsekwencjach wynikających z tego układu będzie można mówić jednak dopiero w chwili, kiedy pokonana zostanie dolna linia tej formacji. Ta znajduje się obecnie tuż poniżej 1700 pkt, czyli we wspomnianej wcześniej strefie wsparcia. Z drugiej strony, na wysokości 1780 pkt, przebiega górne ograniczenie tego układu cen. Jego przebicie będzie tylko kolejnym potwierdzeniem średnioterminowej przewagi byków.