Tegoroczna hossa zachowuje swój cykliczny charakter. W odróżnieniu od stabilnych wzrostów w ubiegłym roku, od początku stycznia mamy kilkudniowe wyskoki WIG20, a później niemal tak samo silne korekty. Ostatnie osłabienie tylko potwierdza tę prawidłowość.

Po raz kolejny w tym roku skuteczności dowiódł oscylator stochastyczny. Od początku stycznia wszystkie jego sygnały w postaci wyjścia ze stref wykupienia bądź wyprzedania okazywały się bezbłędne. Nie powinno to dziwić z uwagi na przebieg obecnego trendu wzrostowego. Gdyby był on stabilny, oscylatory miałyby zdecydowanie mniejszą użyteczność. Stochastic w zasadzie spada już od 2 marca, po tym jak wcześniej osiągnął poziom znacznego wykupienia. Obecna korekta nie powinna być zatem zaskoczeniem. Wybicie 4 marca ponad 1800 pkt zdawało się podważać ten scenariusz, lecz ostatecznie okazało się błędnym sygnałem.

Obecnie pytanie brzmi, czy jesteśmy wciąż na początku cyklicznego osłabienia, czy może już bliżej jego końca. Indeks spadł już mniej więcej tyle, ile w końcu stycznia i w drugiej połowie lutego. Za rychłym zakończeniem przeceny przemawia też bliskość linii trendu wzrostowego, która przebiega mniej więcej na poziomie wczorajszego minimum (1728 pkt). Właściwie nie wiadomo z kolei, jak traktować sygnał sprzedaży, jaki dał właśnie MACD. Od lutego jego wskazania są niewiarygodne. Nastroje zmieniają się po prostu zbyt szybko. Także tym razem może się okazać, że zaraz po sygnale sprzedaży WIG20 wbrew wskaźnikowi zawróci w górę.

Chociaż w ostatnich miesiącach rynek zachowuje się bardzo cyklicznie, to cykl coraz bardziej się skraca. W styczniu obejmował niemal cztery tygodnie, w lutym - ponad trzy, a obecnie od ostatniego dołka (25.02) minęły niecałe dwa tygodnie. Rynek staje się więc coraz bardziej nerwowy, a okresy konsolidacji są coraz krótsze. Zwyżkuje wskaźnik zmienności ATR, co świadczy o rosnącym ryzyku inwestowania. Na razie trudno jednak powiedzieć, czy może to zapowiadać jakieś większe rozstrzygnięcie.