Fundusze inwestycyjne stały się popularne pod koniec 2001 r. Miało to związek z wprowadzeniem podatku od zysków kapitałowych. Od tamtego czasu aktywa, którymi zarządzają TFI, zwiększyły się pięciokrotnie. Liczba rachunków inwestycyjnych w funduszach wzrosła natomiast aż piętnastokrotnie (dane z Obsługi Funduszy Inwestycyjnych, największego na rynku agenta transferowego, który rozlicza transakcje zakupu jednostek i prowadzi rachunki inwestorów).
Mniej operacji
Wzrost popularności funduszy nie oznacza jednak, że inwestorzy zaczęli je wykorzystywać do zarządzania swoimi zapasami gotówki. Z informacji, jakie uzyskaliśmy w OFI, wynika, że w ub.r. klienci funduszy przeprowadzili średnio trzy transakcje w ramach każdego posiadanego rejestru (udziały w jednym funduszu). To mniej niż w 2002 r. (przeciętnie 3,3 transakcji) i mniej niż w 2001 r. (3,6). OFI obsługuje obecnie dziewięć towarzystw: Allianz, BZ WBK AIB, CommercialUnion, GTFI, ING, TFI Banku Handlowego, PKO/Credit Suisse, SEB i Wartę.
Długoterminowe podejście inwestorów do oszczędzania jest na rękę TFI. Bo po pierwsze koszty ich działalności są wtedy mniejsze. A po drugie, łatwiej jest im zarządzać funduszami, których aktywa nie podlegają dużym wahaniom z dnia na dzień. Towarzystwa twierdzą jednak, że zyskują na tym przede wszystkim klienci.
- Częste przenoszenie pieniędzy z jednych funduszy do innych zazwyczaj kończy się źle dla inwestorów. Tracą oni na takich operacjach, bo sprzedają jednostki w dołku, a odkupują na górce. Niewielu z nich potrafi wygrać z rynkiem - ocenia Marek Przybylski, prezes Commercial Union TFI. - Poza tym, prowizje pobierane przy zakupie jednostek ograniczają opłacalność krótkoterminowych inwestycji - dodaje. W funduszach akcyjnych opłaty te sięgają 5%.