Wczorajszą sesję można podzielić na trzy części. Są one dobrze widoczne na wykresie indeksu. Na kontraktach mniej, gdyż tu spore zamieszanie czynią emocje. To właśnie na ich skutek zniknęło gdzieś, widoczne jeszcze w piątek, oczekiwanie na spadek. Niska baza była tego odzwierciedleniem. Tymczasem wczoraj nastroje zdecydowanie się poprawiły. Źródeł tego optymizmu można szukać w wielu miejscach. Pozostawmy to innym. Dla nas ważny jest fakt, że po raz kolejny panujące na rynku terminowym nastroje okazały się dobrym antywskaźnikiem. Czy i dziś będzie podobnie?

Pierwsza część wczorajszych notowań to wzrost cen, który w efekcie przyniósł wyjście indeksu nad 1765 pkt. Teoretycznie był to poziom ważnego oporu i jego pokonanie powinno pociągnąć za sobą dalszy atak popytu. Problem w tym, że ani ten pierwotny popyt, który doprowadził do wzrostu, ani ten, który się pojawił po sygnale, nie wzbudzały zachwytu. Krótko po wyjściu nad poziom 1765 pkt indeks zaczął konsolidację i utrzymywał stały poziom do godziny 15.00. Ostatnia godzina to trzecia część sesji - spadek cen.

Czy tak zachowuje się rynek, który przed chwilą pokonał ważny opór? Gdzie radość? Gdzie obrót? Wielkość tego ostatniego w ogóle nie wyróżniała tej sesji od wielu innych, a przecież sygnał powinien być potwierdzony przez skok obrotów. Zamknięcie indeksu dokładnie na poziomie 1765 pkt tylko potwierdza obawy. Obawy o to, że wczorajszy wzrost był przedwczesny. Rynek nie zdążył ochłonąć po wzrostach z poprzedniego tygodnia, a ktoś wymagał, by zakupy były kontynuowane. Można się obawiać, czy dzisiejsza sesja nie przyniesie faktycznej korekty, która "miała" pojawić się już wczoraj. Wzrost cen jest jeszcze możliwy, ale dajmy rynkowi odpocząć. Sztuczne ich wyciąganie może się źle skończyć.