Notowania zaczęły się spokojnie, ale dość szybko rynkiem zawładnęła podaż. To szybko przełożyło się na poziom cen. Te spadały do końca pierwszej godziny. Początek notowań na rynku kasowym tej złej atmosfery nie zmienił. Na rynku akcji także przeważała podaż. Spadek został zatrzymany dopiero na poziomie 1764 pkt. Dalsza część notowań przebiegła w konsolidacji. Na kasowym było nieco lepiej, bo indeks nieznacznie zyskiwał na wartości. Inwestorzy na rynku terminowym nie mogli się zmusić nawet do małego optymizmu. Ceny nie oddaliły się zanadto od minimów. W końcowej części sesji na rynku terminowym ponownie przycisnęła podaż. Nastąpiło wybicie z trendu bocznego, a kontrakty notowały kolejne minima sesji. Spadek był już znacznie spokojniejszy. Pewnie wpłynęło na to zdecydowanie lepsze zachowanie indeksu. Na kasowym także podaż była górą, ale poranne minima nie zostały pod koniec sesji "poprawione". Na rynku terminowym górę wzięły emocje.

Rynek potrzebował korekcyjnego spadku już od dłuższego czasu. Miał on za zadanie oczyścić atmosferę przed dalszym wzrostem. Wczorajszy pesymizm wśród inwestorów operujących na kontraktach zdaje się skłaniać do tezy, że nastroje pozwalają na dalszą zwyżkę. Korekta spełniła swoje zadanie.

Czy po tak słabej sesji jest to realne? Dlaczego nie? W końcu rynek lubi zaskakiwać. Jednak z ryzykownymi posunięciami wstrzymałbym się do chwili pojawienia się sygnałów kupna, czy choćby zanegowania wczorajszych sygnałów sprzedaży. Takim sygnałem dla kontraktów było wczoraj zejście cen pod poziom minimum z wtorku. Dla indeksu był to spadek pod poziom 1765 pkt. Kluczem wydaje mi się właśnie zachowanie indeksu. Jeśli bykom uda się ponownie podnieść WIG20 nad 1765 pkt., to dalsza zwyżka jest moim zdaniem, możliwa.