Po recesji stagnacja
Największa europejska gospodarka wciąż nie może wyjść z dołka. Po recesji w pierwszej połowie ub.r., w drugiej ożywiła się nieco, ale tylko dzięki temu, że znacznie zwiększyła eksport do szybko rozwijających się Stanów Zjednoczonych i Chin. Ciągłe umacnianie się euro sprawiło jednak, że zyski z eksportu zaczęły topnieć. Spółki zatem nie inwestują, bezrobocie wciąż jest duże, a wydatki konsumpcyjne od kilku miesięcy bardzo słabe. Kanclerz Schroeder bardzo liczył na to, że redukcja podatków dochodowych przyspieszy wzrost gospodarczy. Ale jego rząd okazał się za słaby, by przeforsować w parlamencie projekt zmniejszenia wpływów podatkowych o 15,6 mld euro rocznie. Niemcom zostanie w kieszeniach 8,9 mld euro. W dodatku z badań opinii publicznej wynika, że 49% Niemców spodziewa się w tym roku mieć mniej pieniędzy do wydania niż w 2003 r., a jedynie 15% liczy, że będzie miało więcej. Wraz z redukcją podatków podniesiono bowiem koszty opieki zdrowotnej, akcyzę od papierosów i zmniejszono dotacje do przewozów regionalnych. W tej sytuacji trudno spodziewać się wzrostu wydatków konsumpcyjnych, a to one generują większość PKB. Nie mogąc dać sobie rady z własną gospodarką, Schroeder zarzucił państwom wstępującym do Unii, że mają... zbyt niskie podatki korporacyjne.
Parmalat
Europejski Enron
Europejskim Enronem nazwano Parmalat - największą we Włoszech spółkę przemysłu spożywczego. Pod koniec grudnia ub.r. jej wieloletni prezes i założyciel Calisto Tanzi został aresztowany. Zarzuca się mu sprzeniewierzenie co najmniej 800 mln euro. Z rachunków spółki znikło jednak o wiele więcej, bo 9 mld USD. Kwota, której istnienia firma nie potrafi udokumentować, okazała się ponad dwa razy większa, niż pierwotnie informowano. Afera zaczęła się, gdy wyszło na jaw, że fałszywe są dokumenty potwierdzające prowadzenie przez Bank of America opiewającego na 3,9 mld euro rachunku zależnej od Parmalatu spółki Bonlat, zarejestrowanej na Kajmanach. Mechanizm fałszerstw w Parmalacie był podobny jak w Enronie - ukrywanie strat i wykazywanie nieistniejących aktywów. I podobnie szkodliwe były skutki. Notowania w ciągu jednego dnia spadły o 63%. Niektórzy akcjonariusze stracili wszystkie pieniądze. Nie mogło to pozostać bez wpływu na zaufanie do mediolańskiej giełdy. Prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie bankructwa Parmalatu wciąż nie mogą doszukać się czterech miliardów euro, brakujących w budżecie spółki. W grudniu ub.r. jej zadłużenie wynosiło 14,3 mld euro. Około 10 mld wyprowadziła rodzina założyciela, pochłonęły koszty ukrywania długów i sowite prowizje za fuzje i przejęcia oraz inne wydatki. Na 4 mld nie ma żadnych papierów.