Silne uzależnienie inwestorów od comiesięcznych danych o rynku pracy w USA, które widać było w ubiegły piątek (silny spadek cen obligacji oraz silny wzrost cen akcji po publikacji informacji o 308 tys. nowych miejsc pracy w marcu) jest dosyć ryzykowne. Po pierwsze - co mniej ważne - dane te są bardzo zmienne. Gdy gospodarka USA wydobywała się z poprzedniego okresu recesji (lata 1990-1991) miesięczny przyrost "total non-farm payrolls" przekroczył po raz pierwszy 300 tys. w styczniu 1993 r., by w marcu spaść do -46 tys. (Fed podniósł stopy dopiero rok później, gdy miesięczny przyrost miejsc pracy sięgnął 468 tys.). Po drugie - co ważniejsze - poziom zatrudnienia można traktować co najwyżej jako wskaźnik zbieżny z koniunkturą gospodarczą i opóźniony w stosunku do zachowania rynków finansowych zwykle o wiele miesięcy.
I tak, na razie, rynki obligacji uzyskały maksimum pewności (maksimum rentowności, minimum cen) co do ożywienia gospodarczego już we wrześniu (USA, Japonia) lub na przełomie listopada i grudnia ub.r. (Europa). Natomiast główne zachodnie rynki akcji maksima cen ustanawiały w okresie od stycznia do początku marca tego roku. Kwietniowe zwyżki rynków akcji i spadki cen obligacji mogą - choć oczywiście nie muszą - z perspektywy czasu okazać się już jedynie korektami (patrz wiosna 2002 r.).
Przy utrzymującym się braku poważniejszej euforii (patrz chociażby WIGOMETR -20-21 pkt) nasz rynek akcji zdołał pokonać poprzedni szczyt z 8 marca. Właśnie dokładnie miesiąc temu, 8 marca, swój roczny list do akcjonariuszy opublikował Warren Buffett. Wynika z niego, że najsłynniejszy inwestor świata zwiększył na koniec 2003 r. poziom gotówki do 36 mld USD (z 12 mld USD rok wcześniej). Jako powód podał brak finansowych aktywów, których wystarczająco niska wycena rekompensowałaby podjęcie ryzyka inwestowania w nie. Wypada pozazdrościć stoickiego spokoju, z którym Buffett ma zamiar przecierpieć "na gotówce" okres niskiego poziomu oprocentowania pieniądza, cierpliwie czekając na nadejście na rynkach finansowych okresu promocji cenowych.